Jeszcze 2 tygodnie i "ciach, ciach" - będzie ok, ale "chat, chat" - już nie!

Zapewne pamiętacie ten artykuł, w którym stając kolejny raz po stronie czytelników, domagających się otwarcia zakładów fryzjerskich, zwróciliśmy się do premiera, by "dał nam fryzjera naszego powszedniego"?! Otóż prośby nasze i wasze zostały wysłuchane! Nie tak od razu i nie od razu zezwolono na wszystko. Będzie można strzyc, ale pogaduszki na fotelu nie będą już mile widziane! Ze stolików znikną też kolorowe magazyny i prasa!

Wejdźmy w temat trochę jakby od zaplecza. Nie chodzi, by zakpić z kogokolwiek kto para się tą jakże ważną profesją, ale o to, by pokazać jak w brytyjską codzienność wpisało się znane polskie przysłowie mówiące o tym, że "co wolno wojewodzie, to nie Tobie smrodzie". Nie trzeba być ekspertem, by zauważyć, że rządowe głowy strzyżono regularnie, a głowy pospolitych członków społeczeństwa obrastały niczym barany wełną.

Ostrzyżeni i ogoleni ministrowie i ich doradcy - zarówno płci męskiej jak i żeńskiej, przed kamerami telewizyjnymi rejestrującymi ich na codziennych konferencjach prezentowali się w zasadzie nienagannej stylizacji. Wyjątek stanowi oczywiści premier Johnson, ale on prawie zawsze zezwalał sobie na odrobinę szaleństwa na głowie. Obywatelom, którym zabroniono chodzić do fryzjera, pozostały nielegalne schadzki.

Strzyc nie można się od czasu wprowadzenia blokady kraju, a było to 23 marca. Zamknięto wówczas wszystkie "mało ważne" sklepy i punkty usługowe. Po miesiącu ostrzegano, że zakłady fryzjerskie pozostaną zamknięte jeszcze przez co najmniej pół roku. Tymczasem już pod koniec maja zaczęto przyjmować pierwsze rezerwacje. Po kilku kolejnych tygodniach wyznaczono wyczekiwaną długo datę ponownego otwarcia zakładów fryzjerskich.

Rząd poluźniając restrykcje blokady kraju ogłosił, że 3 tygodnie (robocze, więc liczmy je jako 3 x 5 dni) po otwarciu "mało ważnych" sklepów - zezwoli na otwarcie zakładów fryzjerskich. Co to oznacza i kiedy w końcu będzie można odłożyć domowe i tępe nożyczki lub maszynkę, by wskoczyć na wygodny fotel i oddać się w ręce profesjonalistów? Oficjalnie, zakłady fryzjerskie ponownie ruszą 4 lipca. Ten dzień wielu na długo zapadnie w pamięć!

Tak pięknie jednak nie będzie jak by mogło się wydawać! Usługodawcom, fryzjerom, zalecane będzie nie tylko noszenie maseczek ochronnych na twarzy. Każdy kto będzie gotowy wrócić do pracy i wystrzyc klienta, będzie musiał przyodziać strój ochronny - podobny do tego jaki noszą chirurdzy. A zatem, rękawiczki, maski na twarz oraz przyłbice. Dla własnego komfortu i estetyki ubrać będzie można fartuszek fryzjerski lub fartuch pokrywający większą część ciała lub ubrania.

Przygotujmy się zatem na to, że wizyta u fryzjera będzie mogła przypominać odwiedziny zakładu dentystycznego. Białe fartuchy nie będą obowiązkowe, bo tak jak i maseczki są kolorowe, tak i fryzjerzy często strzygą np. w czarnych. Trzeba jednak będzie - przynajmniej na jakiś czas - zapomnieć o swobodnych rozmowach. I nie chodzi tu już nawet o treść pogaduszek, które ktoś mógłby podsłuchać, ale o fakt, że według rządowych wytycznych - podczas rozmowy będzie można kogoś czymś zarazić!






Komentarze