Demokracja jest bezcenna, ale głosowanie korespondencyjne generuje spore koszty!

Przyjmując, że w głosowaniu korespondencyjnym udział weźmie 130.000 Polaków zarejestrowanych do oddania głosu w wyborach prezydenckich na wyspach brytyjskich, to przy opłacie £2,45 - bo tyle Royal Mail pobiera za przesłanie 1 pakietu do adresata, to koszta głosowania metodą korespondencyjną po stronie służb dyplomatycznych w UK mogą wynieść ponad 318.000 funtów. Kto za to zapłaci i czy wszyscy dopisani do list wyborczych w UK zdążą na czas oddać swój głos?

By wysłać 130 tysięcy pakietów wyborczych przygotowanych przez pracowników konsularnych w Wielkiej Brytanii i dostarczyć je do sortowni poczty musiano posłużyć się ciężarówką. Ambasada Polska w Londynie pokazała dziś w Internecie fotografie przedstawiając pojazd wypełniony klatkami pocztowymi, które zapełniono skrzyniami wypełnionymi po brzegi pakietami zaadresowanymi do Polaków mieszkających w UK.

23 czerwca w południe, a zatem na 5 dni przed ogłoszonymi na 28. wyborami, wielu Polaków nie otrzymało przesyłek z pakietami wyborczymi. Ci, którzy usłyszeli pukanie do drzwi i po ich otwarciu zastali listonosza mogą mówić o tym, że mają problem z głowy. Pozostała im już tylko chwila na zastanowienie i odpowiedź na pytanie - czy wybrany kandydat jest tym, na którego należy oddać głos? No i oczywiście wizyta na poczcie.

Na przesyłkach wysłanych z ambasady naklejono znaczki za £2,45 w opcji "signed for" do obioru za podpisem. W czasie pandemii opcja ta jest pomijana i listonosz kopertę wręcza do rąk bez wymaganego na co dzień podpisu. Koperty zwrotne nie są opłacone, więc za ich wysłanie do konsulatu trzeba zapłacić. Ci, którym zależy, by głos dotarł na czas wybierają "special delivery" i płacą £6,70. Pakiet można tez oddać osobiście w dniu głosowania do właściwej komisji.

Łatwo policzyć, że wyborcy zapłacą 2,5 krotnie więcej za przesyłkę niż służby konsularne. Łącznie za wysłanie 1 pakietu w obie strony "signed for" i "special delivry" to koszt rzędu £9,15 (ok. 45 zł.). Koszta obsługi wyborów po stronie konsulatów będą o wiele większe niż przy okazji poprzednich wyborów prezydenckich w 2015 r. Za możliwość oddania głosu w tym roku zapłacą też Polacy.

W poprzednich latach, przy okazji wyborów prezydenckich jak i wyborów parlamentarnych, wyborcy mieli dodatkowy wybór - wziąć udział w głosowaniu osobistym lub korespondencyjnym. Tym razem nie dano im takiego wyboru. Dodatkowo zapłacą więcej za przesyłkę niż w 2015 r. kiedy czas na odesłanie wypełnionego pakietu wyborczego nie był ograniczony do zaledwie kilku dni.

Pozostało odpowiedzieć na postawione na wstępie pytanie - kto za to wszystko zapłaci. Wydatki konsulatów pokryte zostaną z budżetu placówek, na który składają się pieniądze z MSZ oraz z wpływów tytułem opłat wnoszonych przez Polaków starających się o wydanie paszportów oraz innych dokumentów, w tym m.in. urzędowych poświadczeń wymagających potwierdzenia konsularnego.

Jednym słowy za głosowanie korespondencyjne z brakiem gwarancji na oddanie głosu na czas, zapłacą zarówno polscy podatnicy mieszkający w Polsce, jak i polscy emigranci. I choć jak zapewniają służby konsularne - urzędy otwarte będą w niedzielę do godz. 21.00, tak by móc dostarczyć wypełnione pakiety, to wyborcy powinni przygotować się na możliwość wystawienia nerwów na sporą próbę i możliwość utraty cierpliwości.





Komentarze