"W konsulacie liżą znaczki" - sędzia Hermeliński z PKW o braku higieny i sabotażu podczas wyborów

I tura Wyborów Prezydenckich pokazała w jaki sposób do ich przeprowadzenia przygotowane są służby dyplomatyczne na wyspach brytyjskich. Komisje z Londynu oddały protokoły w poniedziałek ok. godz. 18. Najdłużej czekano na protokoły z dwóch komisji w Menchesterze. Sędzia Wojciech Hermeliński, były przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej (PKW) komentując przebieg wyborów i zagubienie tysięcy głosów używa zwrotów "nieudolność i intencjonalny sabotaż". Wspomina też o tym, że "urzędnicy liżą znaczki", które naklejają na koperty przed wysłaniem ich do wyborców.

16 czerwca Arkady Rzegocki pochwalił się rekordem i poinformował w mediach społecznościowych, że do "głosowania w wyborach Prezydenta RP" zarejestrowało się ponad 130.000. Liczba okrzyknięta rekordem nie miała jednak potwierdzenia w ilości osób uprawnionych do oddania głosu w 11 komisjach utworzonych na terenie Wielkiej Brytanii, która wyniosła zaledwie 129.622. Ten niby rekord dodatkowo uszczuplił się, gdy podliczono liczbę kart wziętych pod uwagę przy głosowaniu. Otóż okazało się, że w Wielkiej Brytanii oddano łącznie 109.674 głosy. Rekord chudszy o ponad 20 tysięcy.

Londyn bronił się jak mógł przed tym, by nie popełnić błędu takiego jak przed 5 laty kiedy to cała Polska czekać musiała na podanie oficjalnych wyników. Jak tylko gotowe były protokoły z Edynburga, tak szybciutko wysłano je do Warszawy. Podobnie było z Londynem, gdzie oddane głosy liczono przez 21 godzin, pracując tym samym w komisji w trybie ciągłym od otwarcia przez blisko 2 doby. Protokoły z Londynu w Warszawie odebrano w poniedziałek ok. godz. 18. W tym roku najdłużej czekano na Manchester, który wysłał raporty przed 6 rano we wtorek 30 czerwca.

Przebieg wyborów na wyspach brytyjskich zbulwersował wielu Polaków, ale też nie umknął uwadze sędziego Wojciecha Hermelińskiego, byłego przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej (PKW). W wywiadzie udzielonym dla Gazety Wyborczej opowiada o tym, iż z niezrozumiałych powodów konsulowie odmawiali przyjmowania kopert zwrotnych od osób prywatnych, choć obostrzenia zwiazane z epidemią nie są już aż tak poważne w niektórych krajach. Sędzia zwraca też uwagę na fakt, iż sporo kart nie posiadało wymaganych prawem pieczęci.

Fakt, iż zauważone zostały różnice pomiędzy liczbami pakietów wysłanych, a odebranych z powrotem tłumaczy tym, że wyborcy "zmieniają czasem zdanie i nie odsyłają kopert". Jednakże to w jaki sposób wyglądała praca w konsulatach porównuje do czasów króla Ćwieczka - "urzędnicy liżą znaczki i przyklejają je na kopertach i często po parę znaczków, żeby ująć tę opłatę - zresztą jak najtańszą, która w ogóle nie gwarantuje szybkiego doręczenia. I że adresy wypisuje się ręcznie".

W tym miejscu warto zauważyć, że taki, a nie inny przebieg głosowania - metodą korespondencyjną - zorganizowano ze względu na ogłoszoną pandemię koronawirusa. To o czym wspomina sędzia Hermeliński - "lizanie znaczków" jest dalece irracjonalnym zachowaniem urzędników, którzy mając założone na twarzy maseczki odmawiali przyjęcia przesyłek od kurierów przy drzwiach konsulatu w Londynie w obawie o koronawirusa, a jednocześnie lizali znaczki naklejane na koperty wysłane do wyborców!

Przed nami II tura wyborów. Pracownicy konsulatów przygotowują kolejne pakiety do wysłania. Czy i tym razem będą oblizywać znaczki? Ile tym razem pakietów, a tym samym głosów, nie dojdzie na czas? Czy wyborcy wiedząc, iż na odbieranych przez nich pakietach znajduje się ślina urzędników wezmą w ogóle pakiety do rąk? Koronawirus Covid-19 przenosi się drogą kropelkową. Jego żywotność uzależniona jest od wilgotności otoczenia. Ślina jest dla niego środowiskiem niemalże idealnym. W połączeniu z klejem pod znaczkiem jest doskonałym miejscem do przetrwania.

Londyn Konsulat Generalny RP - odmowa przyjęcia pakietu od kuriera


Na zdjęciu: Leszek Rowicki, Konsul Generalny RP w Manchesterze, w tle - Konsulat w Londynie - odmowa przyjęcia pakietu od prywatnego kuriera (źródło video: Internet)




Komentarze