Bezprawnie zatrzymana para Polaków otrzyma £90.000 odszkodowania

Home Office – nazwa tego urzędu dla wielu polskich rodzin mieszkających na wyspach brytyjskich kojarzy się jednoznacznie ze strachem i niepokojem o losy bliskich krewnych, przyjaciół i znajomych. Negatywne opinie o ministerstwie spraw wewnętrznych nie wzięły się znikąd. Potwierdza to przykład polskiej pary, która uzyskała wysokie odszkodowanie za bezprawne przetrzymanie w ośrodkach deportacyjnych.

33-letnia Iwona Deptka i 38-letni Henryk Sadłowski bezprawnie przetrzymywani byli w ośrodkach podległych Home Office przez 154 dni. Zatrzymano ich w 2017 r. gdy nie mając stałego miejsca zamieszkania zdecydowali się na nocleg na ulicy. Nie okradali sklepów, nie zażywali narkotyków, nie byli też pod wpływem innych środków odurzających. Byli kolejną para bezdomnych zgarniętą z ulicy.
 
Dla lokalnej policji byli kolejnym przypadkiem, który podczas przeprowadzonej w marcu 2017 r. akcji Operation Adoze and Gopik – mającej na celu usunięcie osób bezdomnych z ulic brytyjskich miast – polską parę przekazano w ręce Home Office. Parę rozdzielono. Iwona trafiła do ośrodka dla kobiet, a Henryk do innego, gdzie trzymano mężczyzn. Gdy z troską dopytywał o swoją partnerkę zbywano go frazesami, że „jej obecny los nie jest jego interesem.”

Odkąd na wyspach brytyjskich przeprowadzono referendum w sprawie Brexit'u rząd Wielkiej Brytanii znalazł się pod obstrzałem szeregu komentarzy o zbyt polubownym podejściu do imigrantów. Mówiono wówczas o tym, że wydaje się miliony funtów na pomoc, zamiast odsyłać ich do kraju pochodzenia. Powstała wówczas opinia, że to „za dużo”, która z biegiem czasu urosła do rangi zarzutów o trwonieniu pieniędzy.  
 
Imigrantów wyłapywano z ulic, a podstawą do zatrzymania i osadzenia w ośrodkach był byle powód. Posłużono się w tym celu otrzymaną od strony polskiej listą zawierająca nazwiska osób skazywanych w Polsce. Poszukiwanych listami gończymi przestępców wyszukiwano i deportowano w grupach po kilkadziesiąt osób. Donosiły o tym brytyjskie media chwaląc postępowanie Home Office. Deportując matki i ojców - rozdzielano rodziny.
 
Przypadek Iwony i Henryka była inny. Ich nazwiska nie widniały na listach osób poszukiwanych. Przyjechali an wyspy brytyjskie za praca - tak jak tysiące innych rodaków. Niestety nie udało im się i którejś nocy zostali zatrzymani przez policję pod przysłowiową chmurką. W odosobnieniu – z dala od siebie - spędzili 5 miesięcy. Przez 154 dni nie wiedzieli dokładnie co ich czeka. Tęsknili, popadali w depresję, byli wycieńczeni tęsknotą.
 
Ich sprawa trafiła jednak przed brytyjski Sąd Najwyższy. Prawnicy zdołali przekonać sędziego, że ta para została zatrzymana bezprawnie. Nie byli poszukiwani listami gończymi z Polski, nie złamali prawa w UK. Po prostu mieli trudne chwile, a padli ofiarą nagonki zorganizowanej przez służby imigracyjne. Policja byłą jedynie wykonawcą nałożonych odgórnie zadań. Podstawą do zatrzymania było polecenie deportacji bezdomnych osób z terenu European Economic Area (EEA).
 
Tuż przed końcem 2018 r.  Henryk Sadłowski zmarł. Nie doczekał się świąt Bożego Narodzenia. Nie doczekał się sprawiedliwości. 154 dniowy pobyt odcisnął się na jego zdrowiu psychicznym. Był załamany całkowitym brakiem kontaktu przez 4 tygodnie z partnerką. Sędzia, któremu przedstawiono szczegóły sprawy nie miał wątpliwości i orzekł, że „tej parze należy się odszkodowanie”. Polecił wobec ich osób sowitą zapłatę.
 
Iwona Deptka i rodzina zmarłego Henryka Sadłowskiego otrzyma po 44.500 funtów. To kwota, która zdaniem sędziego zrekompensuje krzywdy jakich zaznała para podczas pobytu w ośrodkach deportacyjnych, Zwrócił uwagę na fakt, iż para nie została przeproszona przez Home Office, który nie wziął na siebie odpowiedzialności za okoliczności towarzyszące przetrzymaniu w ośrodku deportacyjnym, w tym nieuzasadnione opóźnienia w rozpoznaniu sprawy.

 




Komentarze