Brytyjczyk oskarżony o morderstwo Polaka nie pamięta co robił po ataku

Anthony Brinton (l.43) do zadania śmiertelnych obrażeń miał użyć przyniesionego ze sobą młotka, który potem wyrzucił do morza, a następnie rozebrał się i wszedł do wody. Mężczyzna oskarżony o morderstwo Adriana Cieślika (l.34) przeczy wersji wydarzeń przedstawionej przez prokuratora utrzymując, że to Polak zaatakował go pierwszy. Przyznał wprawdzie, że pozbył się przedmiotu uznanego za narzędzie zbrodni, ale nie wiele pamięta z tego co się potem wydarzyło. W rekonstrukcji zdarzeń pomocne okazały się nagrania z kamer CCTV.

O wydarzeniach z udziałem zazdrosnego Brytyjczyka, który zaatakował niespodziewającego się ataku Polaka, doszło 13 stycznia br. w Plymouth. Jak twierdzą śledczy, Adrian Cieślik najprawdopodobniej spał, kiedy do jego mieszkania wszedł Anthony Brinton posiadając zapasowy komplet kluczy bądź też korzystając z faktu, że drzwi nie zostały zamknięte na zamek.

Obrażenia zadane młotkiem okazały się być śmiertelne w skutkach. 34-latek zmarł po 10 tygodniach pobytu w szpitalu. Osłabiony organizm poszkodowanego nie zdołał poradzić sobie z infekcją, która ostatecznie przesądziła o stanie jego zdrowia i śmierci. Po śmierci Polaka Brytyjczyk oskarżony został o morderstwo. Przed Plymouth Crown Court toczy się w tej sprawie proces karny.

Anthony Brinton utrzymuje, że to Polak zaatakował go pierwszy. 43-latek potwierdził, że wyrzucił młotek do wody, ale nie pamięta tego co działo się potem. Nie pamięta, że rozebrał się i wszedł do wody. Stając przed sądem stwierdził, że doświadcza "zaników pamięci", które utrudniają mu przypomnienie sobie przebiegu wydarzeń.

Prokurator nie posiadający w zgromadzonym przez policję materiale dowodowym narzędzia zbrodni, posługuje się w czasie rozprawy rekwizytem - młotkiem podobnym do tego, który miał użyć oskarżony - oraz zdjęciami przedstawiającymi obrażenia zadane Cieślikowi. Brinton zaprzecza, by miał przynieść młotek do mieszkania Cieślika.

Zupełnie co innego wynika z nagrań zarejestrowanych przez kamery CCTV. Na jednym z nich widać jak Brytyjczyk wyjmuje młotek z samochodu, a na innym jak wyrzuca go do morza, a także pozbywa się bluzy z kapturem, spodni i butów, by następnie pomimo niskich temperatur wskoczyć do wody.

Podczas serii pytań zadanych przez prokuratora oskarżony zasłaniał się brakiem pamięci i utratą kontroli nad sobą. Pytany o to dlaczego doszło do takich zaburzeń stwierdził, że nie wie. Zapytany o to dlaczego skłamał podczas rozmowy z policją utrzymując, że nie był w mieszkaniu Cieslika - stwierdził, że ze strachu, iż nikt nie uwierzy w jego wersję wydarzeń.

Przed sądem odtworzono nagranie rozmowy telefonicznej, którą oskarżony przeprowadził ze swoją matką. Odbyła się ona w lutym, podczas pobytu Brintona w więzieniu, gdzie umieszczony został na zasadach aresztu śledczego do czasu rozpoczęcia procesu. Nie wiedząc, iż jest nagrywany odniósł się do osoby Cieślika.

"Mam nadzieje, że umrze. Jeśli nie to powinien trafić do p***dolonej komory gazowej w Auschwitz i bym tam zagazował s***wysyna". "Nie mów tak" - stwierdziła matka oskarżonego w dalszej części nagrania. Anthony Brinton podczas rozprawy stwierdził, że nie powinien używać takich słów wobec Cieślika. Było mu wstyd za "obrzydliwe" stwierdzenia gdy dowiedział się o jego śmierci.

Podczas rozprawy ujawniono również, że ciężko pobitego Cieślika odnalazła Emma Tozer, była partnerka Brintona, współlokatorka Polaka, która razem z siostrą Naomi Gotthardt wyszła na imprezę. Kiedy wróciły do mieszkania nad ranem wezwały pomoc. Przybyła na miejsce policja zatrzymała je obie pod zarzutem dokonania napaści na 34-latka.

Proces w toku.

Anthony Brinton


Adrian Cieslik


Na zdjęciu: Anthony Brinton (l.43), Adrian Cieślik (l.34).




Komentarze