Wesołych Świąt i smacznego życzono kierowcom przez dziurę w płocie

Tysiące kierowców utknęło przed portem w Dover na skutek decyzji władz francuskich o wstrzymaniu ruchu na najruchliwszym przejściu granicznym pomiędzy UK i Europa - Dover i Calais. Najwyższą cenę za decyzję brytyjskich władz, zmierzających do realizacji planu zakładającego, że Wielka Brytania już wkrótce opuści Unię Europejską zapłacili kierowcy ciężarówek, które tłoczą się na drodze dojazdowej do portu i na lotnisku będącym tymczasowym parkingiem i miejscem do przeprowadzania badań na obecność koronawirusa.

Dla wielu kierowców miał to być ostatni kurs przed świętami. Polacy, Litwini, Łotysze, Rumunii i Bułgarzy - wszyscy chętnie brali zlecenia z kierunkiem na Wielką Brytanię, licząc, że zarobią dodatkowe pieniądze przed końcem roku. Po tym co stało się w ostatnią niedzielę - decyzja władz francuskich podyktowana podejrzeniem odkrycia nowego szczepu wirusa zamknęła granicę - mało kto będzie chciał obrać kierunek na Londyn, Manchester lub Birmingham.

Stoją w korku na drodze dojazdowej do Dover z M20 - nazywanej pierścieniem drogowym Londynu, a ci dla których zabrakło miejsca kierowani są na odległe o 20 mil od portu lotnisko w Manston. W obu miejscach brak organizacji i to pomimo, iż władze brytyjskie przeprowadziły ćwiczenia na wypadek opuszczenia Unii Europejskiej i przewidywane w związku z tym problemy z przekraczaniem granic. Brytyjczycy zamiast pomocy na przeciw kierowcom wysłali policje.

Na drodze dojazdowej do portu brak punktów sanitarnych, w tym co najważniejsze toalet, których na 5 milowy korek jest dosłownie kilka. Brak gastronomii i dostawy świeżych produktów spożywczych. Kierowców próbował wesprzeć polski konsul z Londynu. Choć utworzono mu tunel przejazdowy i dowiózł suchy prowiant na miejsce, to zaoferowana pomoc była kroplą w morzu potrzeb. Na pomoc rzucili się Polacy mieszkający w UK. Uruchomiono zbiórki pieniędzy na zakup żywności i transport. 

To co zastano na miejscu, na drodze dojazdowej do Dover i na lotnisku w Manston, nazwane zostało - więzieniem. Kierowcy stłoczeni na lotnisku nie mają szansy na swobodne opuszczenie wskazanego im miejsca. Kierowcy w Dover nie chcą z kolei opuścić kolejki, bo stoją bardzo blisko od przeprawy promowej i chcieliby wrócić jak najszybciej do swoich domów. Ruszyły punkty, w których przeprowadzane są testy. Działania te wspiera wojsko, ale to i tak zbyt mało - według kierowców.

Pomoc, która dociera na miejsce, świeże pieczywo, woda, jedzenie w puszkach lub słoikach, nie może być przekazane wprost do potrzebujących. Wjazd na teren lotniska odbywa się tylko przez jedną bramę - bramę numer 4. Tam i tak nie można wjechać każdemu. Potrzebujący tłoczą się więc pod ogrodzeniem. By zjeść fasolkę po bretońsku, rybę, a może nawet i pierogi trzeba sobie wyciąć dziurę w drucianym płocie. Wesołych Świąt i Smacznego!




Komentarze