Szukali złotej obrączki, a odnaleźli skarb z rzymskimi denarami

Dwaj polscy detektoryści, Artur Kropiwiec i Błażej Lewandowski, poproszeni zostali przez właściciela gospodarstwa w rejonie North Yorkshire o odnalezienie zgubionej podczas pracy obrączki ślubnej. Zguba znalazła się, a rolnik dziękując za pomoc pozwolił na przeszukanie wykrywaczami metali wszystkich swoich pól. Pozwolono im również przeszukać pastwisko należące do sąsiadów. Polacy odkryli tam sporo artefaktów, a wśród nich denary rzymskie świadczące o obecności w tym miejscu rzymskich legionów oraz wojskowy guzik od munduru żołnierzy z 300 Dywizjonu Bombowego "Ziemi Mazowieckiej".

Historia Skarbu Legionisty

Historia odkrycia skarbu Rzymskich Denarów z przełomu 1 i 2 wieku
Błażej Lewandowski i Artur Kropiwiec 

Artur Kropiwiec z Włodawy woj.Lubelskie oraz jego najlepszy kolega Błażej Lewandowski Raciborowice – woj. łódzkie, którzy mieszkają w Anglii, znaleźli skarb rzymskich monet. Monety były rozorane i to są rzymskie denary. Wiele z nich jest bardzo rzadkich. Znalezisko pochodzi z Yorkshire. Pośród różnych artefaktów Artur znalazł guzik z 300 Dywizjonu Bombowego „Ziemi Mazowieckiej” model 1928. Dodaje to całej historii polski akcent. Tam, gdzie kiedyś stacjonowały rzymskie legiony, w czasie drugiej wojny przebywali polscy lotnicy.

Aktualny wynik odnalezionych monet to 46 sztuki. Depozyt składa się głównie z monet wybitych w I i II wieku naszej ery, a w jego skład wchodzą denary m.in. Nerwy, Trajana, Faustyny, Marka Aureliusza i Antoninusa Piusa. Niektóre z nich są rzadkie i w tej chwili znajdują się w British Museum w celu rejestracji znaleziska oraz wyceny. Dalsze poszukiwania ruszą w okolicach czerwca, ponieważ są spore szanse na dalsze znaleziska lub odkrycia.

Obaj panowie należą do polskiej grupy Phec Thesaurus, którą można znaleźć na Facebook i to nie są ich pierwsze znaleziska. W swoim wspaniałym hobby znaleźli sposób na życie, ale też chęć dzielenia się z innymi doświadczeniem nabytym przez szereg lat. Często pomagają w rozmowach z farmerami, ewentualnie użyczają swoich własnych pozwoleń, przez co są znani w polskiej społeczności detektorystycznej w Anglii. Organizowali też zbiórki charytatywne połączone z poszukiwaniami z detektorem metalu. Swoje znaleziska chętnie pokazują na grupach tematycznych [facebook].

To już kolejny raz chłopaków jak pokazują jak łączą przyjaźń z pasją. Historię z ich udziałem opisał największy magazyn w Wielkiej Brytanii. W listopadzie 2018 roku pisał o nich Tygodnik Włodawski oraz wyżej wymieniony magazyn, a tematem publikacji było odnalezienie celtyckiej złotej monety sprzed 2.000 lat. Dodatkowo Błażej Lewandowski ma swój wkład w odkrywaniu bitwy na polach grunwaldzkich, gdzie zaproszenie można dostać tylko od Muzeum Bitwy pod Grunwaldem.

Obaj detektoryści współpracują z British Museum w Yorkshire i swoje znaleziska skrupulatnie rejestrują w bazie Pas - Portable Antiquities Scheme. 


Historia odkrycia skarbu Rzymskich Denarów z przełomu 1 i 2 wieku

Jak w każda sobotę, od kilku już lat, wybraliśmy się z wykrywaczami na poszukiwanie „historii”…

Tak naprawdę cala historia zaczęła się dużo wcześniej, kiedy ponad rok temu chodziliśmy oczywiście za pozwoleniem właściciela ziemi z wykrywaczami po jednym z naszych ulubionych pól w przepięknej malowniczej wiosce w North Yorkshire.

Około południa przyjechał do nas Rolnik, który jak się okazało, jest sąsiadem i miał do nas ogromna prośbę. Zapytał nas wprost „czy nasze wykrywacze są dobre na złoto?”. Odpowiedzieliśmy oczywiście, że tak, więc poprosił nas abyśmy odnaleźli jego obrączkę ślubną, którą zgubił ponad miesiąc temu w oborze jak karmił krowy.

Wydało nam się to troszkę dziwne, ale poszliśmy razem z nim na jego gospodarstwo, gdzie pokazał nam kojec z krowami pełen...- wiadomo czego. Pokazał nam miejsce i powiedział „to tu”. Ustawiliśmy wykrywacze wyłącznie na metale szlachetne, dyskryminując wszystko inne i zaczęliśmy chodzić.

Po 3 minutach spojrzeliśmy się na siebie i nie wiedzieliśmy czy gospodarz na prawdę zgubił obrączkę czy po prostu robi sobie z nas żarty? Kontynuowaliśmy poszukiwania i po następnych kilku minutach natrafiliśmy na sygnał, który okazał się być ową zgubą.

I właśnie tu zaczyna się kolejny etap naszej historii, a mianowicie odnalezienia skarbu. Po odnalezieniu obrączki dostaliśmy pozwolenie na poszukiwania na wszystkich polach u zadowolonego z naszej pomocy rolnika. Jednak nie znaleźliśmy nic i to pomimo kilkukrotnie ponawianych próbach w odstępach kilku tygodni i przez rok nie wróciliśmy w to miejsce. Ponadto w dobie wirusa w 2020 roku zostaliśmy zmuszeni zaprzestać naszą pasję na 9 tygodni i pozostać w domu. Jak tylko wytyczne NCMD (brytyjski urząd detektorystów, czego w Polsce nie ma) zmieniły się, postanowiliśmy wrócić jak szybko się da, na poszukiwania.

Jak ogromne było nasze zdziwienie, kiedy przejeżdżając przez każdą wioskę, na których mamy pozwolenia od farmerów, widzieliśmy, że przez okres kilku tygodni pola już  zostały posiane, a trawy na pastwiskach już były wysokie. Ostatnią deską ratunku były pozwolenia na pola gdzie pasą się owce lub krowy. Przejeżdżając więc przez kolejną miejscowość po prostu zapukaliśmy do naszego zaprzyjaźnionego rolnika I spytaliśmy czy możemy chwilę poszukać na jego polach?,Zapytaliśmy też czy nie ma jakiegoś sąsiada czy znajomego, który ma pola? I w tym samym momencie rolnik wyjął telefon i stało się to na co liczyliśmy.

Rolnik wskazał nam gdzie mamy jechać i tak zrobiliśmy .Na miejscu czekała na nas cała rodzina. Było to w następnej miejscowości. Okazało się, że przedstawiony nam drugi rolnik jest bardzo optymistycznie do nas nastawiony. Pokazał nam wszystkie swoje pola, które znajdowały się obok domu. Wszyscy poszliśmy na poszukiwania. Tamtego dnia znaleźliśmy dużo średniowiecznych artefaktów, w tym zakończenia pasa i średniowieczne srebrne monety oraz szereg innych przedmiotów.

Po kilku kolejnych tygodniach byliśmy pozytywnie zaskoczeni ilością znalezionych przez nas przedmiotów. Czekaliśmy jednak na zbliżające się żniwa. Kiedy się zaczęły rolnik zaoferował nam więcej pól, na których mogliśmy chodzić. Na jednym z nich Artur znalazł przepiękny element od średniowiecznej skrzyni.

Rolnik pokazał nam tez kolejną farmę, której jest właścicielem i tam tez nas wysłał. Pola były mieszane. Na części znajdowały się trawy, a inne jeszcze nie skoszone. Za pierwszym razem pojechaliśmy na pola obok i przez cały dzień przeszukaliśmy kilka pastwisk, na których ku naszemu zdziwieniu nie znaleźliśmy nic co byłoby średniowieczne lub starsze.

W drodze powrotnej do auta szliśmy przez pole na małym wzniesieniu, które nie było jeszcze skoszone. Byliśmy rozczarowani brakiem znalezisk. Mieliśmy jednak nadzieje, że może los się odwróci na ostatnim polu i jak tylko zostanie skoszone, i będziemy mogli na nie wrócić i przeszukać.

Nasze plany popsuła pogoda. Z powodu deszczów żniwa przedłużyły się o 3 tygodnie. My w tym czasie wróciliśmy z urlopu i pierwszą wolną sobotę poświęciliśmy na poszukiwania. Jak zawsze pojechaliśmy na nasze stare pozwolenia i spędziliśmy tam kilka godzin.

Około godziny 14-stej zmieniliśmy lokacje. Rolnik zaproponował nam, by wrócić na pole, które zostało skoszone. Wątpiłem wówczas, że moglibyśmy tam coś znaleźć, skoro na polach obok kompletnie nic nie było. Artur powiedział jednak, że nie mamy nic do stracenia.

Po wejściu na pole zrobiliśmy około 20 metrów i w jednej sekundzie nasze wykrywacze oddały dźwięk bardzo stały i bardzo mocny. Na mojej i Artura twarzy od razu pojawił się uśmiech, ponieważ taki dźwięk oznaczał nic innego jak srebro. Artur krzyknął do mnie - „nie uwierzysz co mam”. Szedł w moim kierunku, a ja nadal klęcząc przy dołku szukałem swojej znajdki. Jak tylko znalazłem zacisnąłem ja w pięści. I kiedy Artur przyszedł oboje otworzyliśmy dłonie.

Okazało się, że mamy w rekach 2 rzymskie denary. Serce zaczęło mi bić mocniej. Odłożyliśmy denary obok dołków. Zrobiliśmy kolejny metr i znów rozbrzmiały identyczne sygnały. Znaleźliśmy kolejne 2 denary. I w tym momencie przestaliśmy kopać, ponieważ dotarło do nas co może się stać za chwilę.

Z pola schodziliśmy około godz. 20-stej przy ilości sztuk znalezionych denarów 28. Do domu wracaliśmy z niechęcią, ponieważ bardzo chcieliśmy zostać. Nie byliśmy jednak kompletnie przygotowani na spędzenie nocy w terenie. Po powrocie do domu rodzina rzuciła nam się na szyje. To ze szczęścia. Z uśmiechem na twarzy gratulowano nam mówiąc, że należało się to nam za lata ciężkiej pracy i realizowanej pasji. To za wytrwałości i nie poddawanie się.

Następnego dnia na polu byliśmy już o świcie. Przyjechaliśmy wraz z rodzinami. Renata Kropiwiec i Anna Lewandowska pomogły nam w naszym sukcesie i na 4 wykrywacze dalej szukaliśmy kolejnych denarów. W sumie wyszło ich 14.

Oczywiście będziemy tam wracać, by odkrywać kolejne przedmioty. Kto wie, może uda znaleźć nam się garnek, może sakwę? Nie wykluczone, że być może leży w ziemi, a jeśli tak to bardzo głęboko. Może tam też być ukryta pod ziemią zapomniana rzymska wioska?

Resztę możecie zobaczyć na załączonych fotografiach. Cała ta nasza historia udowadnia, że marzenia się spełniają, trzeba tylko się nie poddawać. Wiem, że o tej historii opowiada się dziś z dumą i łezką w oku, ale by spełnienie marzeń było możliwe ciężko pracowaliśmy przez 6 lat. Niekończące się poszukiwania, studiowanie map, godziny rozmów i słuchania spotkanych ludzi i ich historii, a do tego tego próby dotarcia do farmerów i właścicieli ziem. Wszystko po to, by zbudować mapy znalezisk, tak by ostatecznie odnaleźć ścieżki, którymi chodzili ludzie i to nawet 2000 lat temu.

Artur Kropiwiec i Błażej Lewandowski

Yorkshire 

Na zdjęciu: Artur Kropiwiec, Renata Kropiwiec ,Anna Lewandowska, Błażej Lewandowski.



TOP 10 ZNALEZISK w 2020!




Komentarze