"Testy muszą być po angielsku" - usłyszał pasażer lotu z Gdańska do Luton!

Negatywny wynik testu na obecność koronawirusa jest obecnie warunkiem zgody na wjazd na terytorium Wielkiej Brytanii. Podróżni ostrzegani są o tym wymogu w telewizji i mediach społecznościowych. Okazuje się, że testy wykonywane w Polsce, przez polskich laborantów, używających polskiego języka i stosujących polski zapis daty może okazać się problemem przy wejściu na pokład samolotu. Zwrot "negative" w treści zaświadczenia nie pomaga. Czy to zemsta za kanapki odbierane na granicy w holenderskim porcie?

Okazanie się zaświadczeniem o odbyciu testu na obecność koronawirusa i uzyskaniem wyniku negatywnego może okazać się nie wystarczające dla celników pracujących w portach lotniczych. Według informacji na jakie powołali się pogranicznicy pracujący w Porcie Lotniczym Gdańsk Im.Lecha Wałęsy, testy muszą być napisane w po angielsku.

Jeden z pasażerów, który przybył na lotnisko z wykonanym testem i wcześniej kupionym biletem, o mało co nie dostał się do miejsca przeznaczenia. Celnik podważył bowiem ważność dokumentu, w którym data napisana była w języku polskim, a nie jak "powinno to być" napisane - w całości w języku angielskim.

Pomocny okazał się upór pasażera i bezwzględne obstawanie przy swoim. Z podobnym problemem spotkali się też inni pasażerowie, którzy zaplanowali podróż samolotem do Luton. O zajściu na lotnisku w Luton Youtuber Andrzej opowiedział w nagraniu video, które dostępne jest na portalu Youtube - zamieszczamy je poniżej.

Lot do UK, Covid-19 Test, Stres, Spar, kłótnia, pyskówka i ochrona lotniska.




Komentarze