Konsul w Birmingham: "Bez maski po paszport nie można, trzeba naciągnąć sweter"

Polonia z Birmingham długo walczyła, by do zamieszkiwanego przez nich miasta sprowadzić stałe dyżury konsularne. Dla wielu naszych rodaków możliwość załatwienia spraw na miejscu zamiast wyprawy do Londynu lub Manchester - to spore ułatwienie. Niestety w dobie pandemii nie wszystkim te dogodności przypadają do gustu. O praktykach konsul, interpretującej prawo "na własny sposób", w negatywny sposób wypowiada się petent, któremu odmówiono prawa wejścia do budynku bez maski, choć miał ze sobą "Exemption cards". Ostatecznie po godzinie dyskusji kazano mu naciągnąć na twarz wełniany sweter.

Zakrywanie twarzy maseczką ochronną jest jednym z kilku sposobów na ograniczenie przenoszenia się koronawirusa. Brytyjskie władze nałożyły obowiązek ich noszenia na wszystkie osoby poruszające się w miejscach publicznych, w których występuje duże skupisko osób. Mowa o supermarketach, środkach komunikacji publicznej, obiektach sakralnych.

Obowiązek ich używania wprowadzono w lipcu ub.r. Szybko opisano sposób, w który można zostać z tego obowiązku zwolnionym. Mowa o karcie zwalniającej - "exemption kart", o której pisaliśmy w artykule "Maseczki ochronne w Anglii od piątku obowiązkowe w sklepach! Jak uzyskać zwolnienie?". Są respektowane w całym kraju.

Tymczasem lokalny portal "Polskie Yorkshire" opisał historię Polaka ("Punkt Konsularny Birmingham – buta oraz arogancja"), który udał się na spotkanie z konsulem w Birmingham, gdzie wspomnianej wyżej karty nie akceptowano. Od mężczyzny, który chciał złożyć wniosek o paszport przez godzinę domagano się, by założył maskę.

W artykule wymienia się nazwisko Konsul Agnieszki Fijałkowskiej z Konsulatu w Londynie, która wyszła na przeciw Polaka ze stwierdzeniem, iż podczas spotkania z konsulem wymagana jest maska ochronna. Fakt, iż mężczyzna posiadał kartę zwalniającą z jej noszenia został zignorowany. Polakowi polecono naciągnąć na twarz wełniany sweter.

Więcej na ten temat można przeczytać w artykule na stronie Polskie Yorkshire, gdzie pada sporo gorzkich słów pod adresem pracowników służby konsularnej w Wielkiej Brytanii, a samą konsul nazywa się stojącą "ponad prawem".
 




Komentarze