Premier zafundował Brytyjczykom "17 godzin wolności covidowej"

W nocy z niedzieli na podziałek (18/19) w Wielkiej Brytanii przestały obowiązywać pandemiczne obostrzenia. Nie wszystkie, nie wszędzie, ale większość i tam gdzie było to możliwe. "Dzień wolność covidowej" wyczekiwany był od miesięcy, a po rekomendacjach epidemiologów odkładany o kolejna tygodnie. Kiedy w końcu nadeszła wolność trwała zaledwie 17 godzin. Wczoraj po południu premier oświadczył Brytyjczykom, że nałoży na nich obowiązek posiadania certyfikatu szczepień tzw. paszportu covidowego, by móc uczestniczyć w imprezach zbiorowych i zgromadzeniach.

Wczorajsza popołudniowa konferencja premiera przyniosła mieszkańcom Wielkiej Brytanii szereg wiadomości na temat obecnej sytuacji w kraju. Były to oczywiście informacje przedstawione pod kątem pandemii koronawiruisa. W trwającym niespełna godzinę wystąpieniu Boris Johnson przedstawił zarówno dobre jak i złe wiadomości.

Johnson, przebywający obecnie na samoizolacji z dala od innych członków rządu, połączył się z miejscem, w którym odbyła się konferencja za pośrednictwem video połączenia. Już na wstępie swojego wystąpienia podkreślił, że wciąż ważne jest wykazanie się logiką w kwestii oceny zagrożeń wynikających z panującym w kraju koronawirusem.

W dalszej części konferencji potwierdził wcześniejsze doniesienia o tym, że "w UK nie będzie masowych szczepień dzieci" - co przez wielu rodziców - nie godzących się na szczepienie dzieci w trakcie gdy wciąż trwa faza testów preparatu - zostało przyjęte z nieukrywanym zadowoleniem. Szczepionkę otrzymają bowiem tylko te dzieci, które tego potrzebują.

W zasadzie były to jedyne dobre wiadomości, które przedstawiono tego dnia. Okazuje się bowiem, że z danych rządowych wynika, iż wciąż dochodzi do wielu zarażeń, a setki osób powiadamiane są przez aplikację NHS o tym, że miały kontakt z osobą zarażoną. Przekonał się o tym sam premier, który próbował uniknąć samoizolacji, jednak został do niej zmuszony.

Informacją, która jest dziś najgłośniej i najczęściej omawiana, to zwrot w kwestii "obowiązkowych paszportów covidowych". Są to zaświadczenia o przyjęciu podwójnej dawki szczepionki, która będzie wymagana w przypadku chęci uczestnictwa w imprezach zbiorowych i zgromadzeniach. Wcześniejsze stanowisko rządu było temu przeciwne. 

Co w praktyce oznacza uznanie "paszportu covidowego" za obowiązkowy? Otóż będzie to wymóg formalny do jego kontroli nałożony na właścicieli pubów i restauracji, a także klubów muzycznych i sal widowiskowych, muzeów, kin, którzy przez ostatnie 16 miesięcy wyczekiwali na powrót klientów i szans na odbudowę prowadzonych firm i biznesów.

Przyjęcie obowiązkowej podwójnej dawki szczepionki przez dotąd niezdecydowanych bywalców klubów i dyskotek w celu uzyskania "paszportu" nie rozwiąże sprawy od razu. Według producentów szczepionki po jej przyjęciu należy odczekać jakiś czas do nabrania odporności. Według rekomendacji jest to okres od kilkunastu dni do kilku tygodni.

Jakby zatem nie patrząc mieszkańcom kraju najpierw ofiarowano "covidowy dzień wolności", a po kilkunastu godzinach odebrano nadzieję na powrót do normalności zapowiadając, że jest plan, by odrzucane wcześniej "paszporty covidowe" stały się jednak obowiązkowe.

Coronavirus: Boris Johnson holds press conference as England lifts restrictions




Komentarze