Co czwarta osoba w UK kasuje lub wyłącza aplikację od NHS

Nowo mianowany minister zdrowia Sajid Javid kilka dni temu zaraził się koronawirusem. Po potwierdzeniu obecności Covid-19 u następcy skandalisty Matta "Han-cmoka" natychmiast zaalarmowano o tym Borisa Johnsona. Premier próbował uniknąć samoizolacji lecz został do niej niemalże zmuszony. Ignorowanie ostrzeżeń okazuje się być ostatnio powszechnym zjawiskiem. Z najnowszych rządowych danych wynika, że co 4 osoba w UK skasowała lub wyłączyła aplikację do śledzenia zarażeń. To około 6,6 mln mieszkańców Wielkiej Brytanii, która wyraziła w ten sposób swoje stanowisko wobec rządu i służby zdrowia walczącej z Covid-19.

Aplikację do śledzenia zarażeń przedstawiono Brytyjczykom opinii publicznej w maju ub.r. Szybko okazało się, że nie przeszła ona testów bezpieczeństwa. Już na początku jej wdrażania mieszkańcy kraju byli niechętnie nastawieni do jej instalowania. Mimo wszystko pierwszego miesiąca pobrano ją ok. 18 mln razy. Ostatecznie, biorąc pod uwagę dane z początku lipca 2021 r., jej pobraniem i użyciem zainteresowało się 26,5 mln osób.

Odkąd zapowiedziano nadejście "dnia wolności covidowej", polegającego na zniesieniu pandemicznych obostrzeń, uważniej niż kiedykolwiek wcześniej przyglądano się danym liczbowym, od których uzależniono przywrócenie swobód mieszkańcom wysp brytyjskich. Obok stale mierzonego współczynnika transmisji wirusa "R", była to tez liczba ostrzeżeń z osobami, które uzyskały pozytywny wynik testu na Covid-19.

W ostatnich tygodniach takich ostrzeżeń było rekordowo dużo. Mowa o pół milionie osób w ciągu tygodnia. Zjawisko to zaobserwowano choć szczepionkę podano przeważającej większości mieszkańców kraju. Wnioski płynące z obserwacji wzrostu możliwych zarażeń i wezwań do samoizolacji doprowadziły do pojawienia się nazwy "pingdemia" - skrót od rekordowego wzrostu liczby ostrzeżeń wysłanych przez aplikację NHS.

Mieszkańcy Wielkiej Brytanii, korzystający z aplikacji, która dotychczas dawała im szanse na ostrzeżenie o kontakcie z osoba zarażona, a w konsekwencji możliwym zarażeniu Covid-19, na wiadomość o "pingdemii", która pojawiła się na krótko przed "covidowym dniem wolności" zareagowali wyłączeniem i odinstalowaniem aplikacji. W mediach opowiedziano o zjawisku rezygnacji z użytkowania "NHS Test and Trace".

Jedną z takich osób jest Ruth Adams z Bristolu, właścicielka 10 osobowej firmy zajmującej się produkcją wyposażenia łazienek. Kobieta stanęła przed kamerami nie kryjąc twarzy i opowiedziała o tym co sprawiło, że podjęła decyzję o wyłączeniu i skasowaniu aplikacji: "Nie zamierzam ryzykować, ponieważ firma nie mogłaby znieść braku innego członka personelu do pracy".

Obliczono, że podobną decyzję do Ruth Adams podjęło 6,6 mln użytkowników aplikacji "NHS test and Trace". To co 4 osoba, która wcześniej z niej korzystała na co dzień. Biorąc pod uwagę liczbę wykonanych szczepień w ciągu tygodnia 2,35 mln (I i II doza szczepionki razem, źródło: aktualne dane rządowe) to liczba osób zniechęconych do dalszego korzystania z aplikacji wyniosła ponad 2,5 krotnie więcej niż podanych szczepionek.

Dodatkowo, obserwując liczbę podawanych szczepionek od początku lipca, wyraźnie daje się zaobserwować spadek dziennych zabiegów, które możliwe są do wykonania bez wcześniejszego umawiania w punktach szczepień. Omawiane dane są odzwierciedleniem obecnego nastawienia mieszkańców kraju do sposobu obchodzenia się rządu z nadal trwająca pandemią. Przełożenie danych na wskaźnik popularności rządu Johnsona mogłyby przesądzić utracie znacznego poparcia.

W ostatnich wyborach parlamentarnych w UK przeprowadzonych w 2019 r., przy frekwencji wynoszącej 67,3% (47,5 mln uprawnionych do oddania głosu), Partia Konserwatywna zdobyła rekordowo wysokie poparcie od 1979 r. liczące 43,6% głosujących. Na Partię Pracy zagłosowało wówczas 32,1% wyborców. Kolejne wybory zaplanowano na maj 2024. To odległy termin. Jednak jeśli osoby niezadowolone z polityki obecnego rządu, któremu przyszło zmierzyć się z pandemią postanowią przełożyć swoją opinię na głosy wyborcze to może być porażką konserwatystów.




Komentarze