Pingdemia, a puste półki w części spożywczych marketów

Obowiązkowe paszporty szczepień, wymuszające przyjęcie preparatów przeciw koronawirusowi, by móc wziąć udział w imprezach masowych - czy tak mieszkańcy wysp brytyjskich wyobrażali sobie wolność związaną z odwołaniem większości pandemicznych obostrzeń i nadejściem dnia wolności covidowej? Mało kto spodziewał się, że po wykonaniu milowego kroku w stronę powrotu do normalności pojawią się nowe utrudnienia w codziennym życiu, które spowoduje pingdemia. Mowa o masowych ostrzeżeniach o możliwym kontakcie z osobą zarażoną.

Premier potwierdził już, że paszporty szczepień będą obowiązkowe już od września. Do ich wprowadzenia pozostało niespełna 6 tygodni. Czy w tym czasie może wydarzyć się coś co utrudni życie przeciętnym Brytyjczykom, tym którzy zdecydowali się na przyjęcie szczepionki i tym, którzy nie mają zamiaru jej przyjmować? Otóż już się stało, a przynajmniej trwa obliczenie w jaki sposób na brytyjskie społeczeństwo wpłynęło funkcjonowanie aplikacji "NHS Test & Trace".

Kilka dni temu informowaliśmy, że "Co czwarta osoba w UK kasuje lub wyłącza aplikację od NHS". Podając przykład mieszkanki Bristolu, właścicielki firmy zatrudniającej 10 osób, zwróciliśmy uwagę na jej obawy o możliwość utraty płynności produkcji, a co za tym idzie obrotów firmy i szans na jej dalsze przetrwanie. Z podobnymi obawami mierzą się dziś osoby, które otrzymały powiadomienie z aplikacji śledzącej zarażenia. Rozesłano ich ostatnio 1,3 mln.

Nie każdy kto otrzymał ostrzeżenie jest właścicielem firmy, ma jednak na swoim utrzymaniu rodziny, spłatę kredytu na dom lub mieszkanie oraz rachunki do zapłacenia. Część osób w dalszym ciągu może korzystać ze wsparcia rządu (np. zbliżająca się 5 edycja programu Self-Employment Income Support Scheme), jednak dla sporej części wezwanie do samoizolacji to nakaz pozostania w domu z dala od wykonywanej pracy. Ma to przełożenie na działalność wielu firm.

Obliczono, że dziesiątki tysięcy pracowników, zatrudnionych na co dzień w 16 sektorach gospodarki od transportu po produkcję żywności, otrzymało informację z rekomendacją o pozostaniu w domu. Tym razem jednak było to indywidualne powiadomienie wysłane na telefon komórkowy z zainstalowaną aplikacją od NHS. Przedsiębiorcy wzywają, by zakończyć chaos powodowany przez taki sposób walki z pandemią. Ich wołania pozostają jednak bez echa.

To nie jedyne prośby jakie przedsiębiorcy skierowali do rządu, by zwrócono uwagę na problemy w produkcji i transporcie żywności. W połowie lipca "Przedsiębiorcy wezwali rząd, by pomogło im wojsko". Problem dotyczył wówczas braku pracowników sezonowych i kierowców, którzy mogliby rozwieźć produkty do miejsc sprzedaży. Podłoża problemu doszukiwano się w skutkach Brexitu. Dziś utrudnieniem w utrzymaniu płynności dostaw są metody walki z pandemią.

Jak duża jest skala problemu? Otóż o ile wcześniej mówiło się o tym, iż brakuje 100 tysięcy kierowców do realizacji zaplanowanych zleceń na transport dóbr, tak obecnie problem dotyczy poważnych braków personelu, który pracę wykonywał, a zmuszony został do samoizolacji. Padło porównanie, że można spodziewać się "największych braków żywności od czasów wojny". Stąd reakcja mieszkańców kraju, którzy ponownie rzucili się na "paniczne zakupy".

Na początku pandemii premier Boris Johnson zapewniał, że jeśli zajdzie potrzeba, to do pomocy zadysponowane zostanie wojsko. I tak też się stało. Służby mundurowe zaangażowane zostały do transportu środków medycznych, a ostatecznie do wsparcia logistyki przy rozwożeniu szczepionki. Dziś, w obliczu "pingdemii" prawdopodobieństwo skorzystania z pomocy wojska jest bardzo niskie. Co zatem planuje rząd?

Otóż ministrowie skłaniają się ku temu, by część osób zaalarmowanych przez aplikację NHS zwolnić z samoizolacji i dać im możliwość kontynuowania pracy. Mowa o 10.000 pracowników, którzy mieliby trzymać się ściśle określonych zasad. Sekretarz ds. Środowiska George Eustice powiedział, że pracownicy około 500 miejsc, w tym magazynów supermarketów, nie będą już musieli poddawać się kwarantannie, jeśli wejdą w kontakt z pozytywnym przypadkiem Covid.

Efektem "pingdemii", są według fotografii przesyłanych do brytyjskich redakcji przez czytelników, "puste półki" w sklepach, które zaobserwowano np. Richmond lub Nine Elms w Londynie, a także w Cardiff. Mowa o brakach towarów na stosikach z nabiałem i mlekiem. Jest to reakcja mieszkańców na niepokojące informacje o możliwym niedoborze tychże produktów i powrót do tzw.: "panicznych zakupów". Nie bez znaczenia jest też brak możliwości uzupełnienia zapasów z uwagi na brak pracowników.


musisz sie izolowac 2




Komentarze