Ojciec dwójki zmarłych chłopców przez lata współpracował z Brytyjczykami

5-letni Ali, zatruty grzybami zebranymi w lesie w Dębaku koło Podkowy Leśnej pod Warszawą, zmarł w czwartek. Dzień później zmarł jego 6-letni brat Mustafa. Chłopcy przylecieli wraz z 12-osobową rodziną z Kabulu. Do Uzbekistanu zabrał ich polski wojskowy samolot na zlecenie Brytyjczyków. Do Warszawy polecieli samolotem cywilnym. Trafili do ośrodka dla cudzoziemców, Otrzymywali tam dwa posiłki dziennie. Kiedy zgłodnieli zebrali grzyby rosnące na terenie ośrodka i ugotowali zupę.

Od kilku dni media na całym świecie informują, że ewakuowany z Kabulu chłopiec zmarł po zjedzeniu trujących grzybów po przylocie do Polski. Próba ratowania o rok starszego brata zakończyła się niepowodzeniem. Obu przewieziono do Centrum Zdrowia Dziecka (CZD), gdzie pomimo wysiłku lekarzy zmarli. Pomocy wymagała też ich 17-letnia Sofia, siostra Mohammada (nazwisko nie ujawnione). Opuściła już szpital i wraca do zdrowia.

Mohammad, z zawodu dyplomowany księgowy, Kabul opuścił wraz z żoną, pięcioma synami, dwoma siostrami, dwoma braćmi i kuzynem, ewakuowany został przez polskie wojsko. 12-osobowa rodzina z Afganistanu wywieziona została na zlecenie Brytyjczyków. Premier Mateusz Morawiecki ogłaszając sukces chwalił się, że polskie samoloty wykonały łącznie 30 lotów wojskowych i 14 cywilnych, ratując w ten sposób 937 Afgańczyków.

Jak ustalili polscy dziennikarze (Oko.press) uchodźcy podczas pobytu w ośrodku pod Warszawą mieli otrzymywać jedynie dwa posiłki dziennie. Dzienna stawka żywieniowa w ośrodku to 9 zł. O tym, że brakowało jedzenia, a uchodźcy być głodni, mówią wolontariusze regularnie dowożący żywność na miejsce. Rzecznik Urzędu ds. Cudzoziemców zaprzecza, by ktokolwiek z uchodźców był głodny.

Zanim rodzina Mohhamada otrzymała pomoc od wolontariuszy głód podpowiedział im, by zebrać grzyby rosnące wśród drzew na terenie ośrodka. Ugotowano z nich zupę, po której kilka osób poczuło się na tyle źle, że potrzebna była pomoc lekarzy. Ali, Mustafa i Sofia najpierw trafili do szpitala w Grodzisku Mazowieckim, skąd chłopców przewieziono do Centrum pod Warszawą, gdzie ostatecznie zmarli.

Ewakuowanych z Kabulu Afgańczyków polski rząd nazwał "sojusznikami". Los sprawił, że wsiedli do polskiego samolotu wojskowego, którym polecieli do Uzbekistanu, a stamtąd linią cywilną do Warszawy, gdzie przybyli 23 sierpnia. Gdyby wsiedli do samolotu brytyjskiego byliby dziś w jednym z hoteli, a już wkrótce ukończyliby kwarantannę i zostaliby rozlokowani w miastach, które czekają na nich z otwartymi rękoma.

W związku z zatruciem w Dębaku wszczęto policyjne dochodzenie w sprawie o czyn z art. 160 par. 1 kodeksu karnego, czyli narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Postępowanie nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Grodzisku Mazowieckim.

Po ewakuacji afgańskich współpracowników Polskiego Kontyngentu Wojskowego oraz polskiej dyplomacji Urząd do Spraw Cudzoziemców objął opieką 1024 obywateli Afganistanu. Trafili do ośrodków dla cudzoziemców lub placówek wojewodów wyznaczonych do odbycia kwarantanny po wjeździe do Polski.

Ali i Mustafa, którzy zmarli po zatruciu grzybami w Polsce, to nie jedyne ofiary wśród nieletnich Afgańczyków ewakuowanych z Kabulu. Pod koniec sierpnia w Sheffield doszło do tragicznego w skutkach wypadku z udziałem 5-letniego chłopca. Mohammed Munib Majeedi zmarł po upadku z hotelowego okna.




Komentarze