Był pierwszy na miejscu wybuchu bomby w Manchester, ale nie pomógł rannym

22 maja 2017 przed halą Arena w Manchester terrorysta Salman Abedi w samobójczym ataku wysadził ładunki wybuchowe, które zabiły 23 osoby, w tym dwójkę Polaków. Urodzony w Manchester 22-latek dokonał zamachu kilka minut po zakończeniu koncertu Ariany Grande. Na skutek wybuchu obrażenia odniosło blisko 800 osób. Medyk, który jako pierwszy dotarł na miejsce gdy tylko usłyszał wybuch, nie pomógł ani jednej osobie ponieważ był szkolony jedynie do segregacji medycznej polegającej na ocenie obrażeń u poszkodowanych.

Choć od zamachu w Manchester minęło ponad 4 lata nadal trwa wyjaśnianie okoliczności zdarzenia, w trakcie którego śmierć poniosły 23 osoby, a u blisko 800 stwierdzono obrażenia różnego stopnia. Według różnych źródeł pomocy medycznej wymagało 1.017 osób, u których stwierdzono rany odłamkowe, w tym takie które przerwały rdzeń kręgowy.

Wśród zmarłych były kobiety, mężczyźni i dzieci. Najmłodsza z ofiar miała 8 lat. Saffie-Rose Roussos z Preston zmarła na skutek utraty zbyt dużej ilości krwi. Stwierdzono u niej łącznie 70 obrażeń zewnętrznych. Ocenia się, że miałaby szansę przeżyć gdyby po zdarzeniu zadysponowano na miejsce medyków gotowych udzielić skutecznej pierwszej pomocy.

8-latkę, która na koncert przyjechała z 48-letnia matką i siostrą, próbowała ratować pielęgniarka będąca po pracy. Dziewczynka zmarła w szpitalu w godzinę od zamachu. Podczas sekcji zwłok w jej ciele znaleziono 17 metalowych odłamków. Doliczono się dziesiątek ran szarpanych i oparzeń, a także rozległych obrażeń wewnętrznych.

Służby pracujące tamtego dnia na miejscu oceniły rozmiar zdarzenia jako "największy od czasu zamachu w Londynie". W trakcie kolejnego już postępowania wyjaśniającego ustalono, że pomocy na miejscu udzielali przedstawiciele różnych służb. Ujawniono, że pierwszy na miejscu pojawił się medyk Patrick Ennis, który sam podjął decyzję o przyjeździe pod salę koncertową.

Ratownik medyczny, który był obecny na miejscu zamachu przed Manchester Arena przez pierwsze 40 minut nie udzielił pomocy żadnemu z pacjentów. Nie podjął czynności ponieważ - jak stwierdził w trakcie wyjaśnień - został przeszkolony do segregacji medycznej, a nie do zajmowania się ofiarami. Kolejni dwaj medycy, współpracownicy Ennisa również nie pospieszyli z pomocą.

W trakcie postępowania zwrócono uwagę na zachowanie policjantów, którzy rozpaczliwie wzywali pomocy. Ujawniono zapis z jednej z osobistych kamer video rejestrujących interwencje z ramienia funkcjonariusza. Na nagraniu słychać następujące zdanie: "potrzebujemy medyków na wczoraj k***a".

Przewodniczący postępowania wyjaśniającego Sir John Saunders stwierdził na podstawie dostarczonych dowodów, że choć na miejsce dojeżdżały kolejne karetki, tak nie odjeżdżały one do szpitali, ponieważ medycy byli zajęci opatrywaniem rannych. Jeden z pacjentów po 1 godzinie i 11 minutach od wybuchu nadal nie odjechał do szpitala, bo w karetce nie było kierowcy.

Jedna z poszkodowanych osób, która doznała złamania dwóch nóg, z punktu udzielania pomocy do szpitala odjechała jako ostatnia dopiero po 4 godzinach, a wcześniej z miejsca zamachu ewakuowana została dopiero po 1 godzinie i 8 minutach. Opóźnienie w czynnościach Gerard Blezard, dyrektor operacyjny North West Ambulance Service (NWAS), tłumaczył tym, że personel karetek musi dokonać oceny ryzyka przed wejściem na miejsce wybuchu.

Podczas postępowania zwrócono uwagę na fakt, że pomocy poszkodowanym po zamachu udzielali również funkcjonariusze z Greater Manchester Police, British Transport Police, którzy pracowali wśród osób przeszkolonych do udzielania pierwszej pomocy.

Policja traktowała strefę zamachu jako tzw. "strefę zimną", ponieważ uzbrojeni funkcjonariusze sprawdzili teren i go ogrodzili. Gerard Blezard powiedział, że nadal uważa ten obszar za tzw. "strefę gorącą", ponieważ mogło się tam znajdować dodatkowe urządzenie lub bomba, która "eksplodowała tylko częściowo".

 




Komentarze