Brexit efekt w UK: "Jakie braki? Dostawy towaru z Polski są ekspresowe!"

Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej doprowadziło do zaskakującego efektu. Podczas gdy w kolejnych miastach zdarza się, że w supermarketach są puste półki, Brytyjczycy coraz częściej odwiedzają polskie sklepy. Idą po ulubione produkty, w tym po pomidory i inne warzywa sprowadzane z Polski w niemalże ekspresowym tempie. Właściciele sklepów składają zamówienia w niedzielę, a już w środę mają towar na półkach. O fenomenie piszą brytyjskie media, które przytaczają przykłady opierając się na rozmowach ze sprzedawcami z polskich sklepów w Londynie.

Brytyjski rząd poszukując rozwiązania niedoborów niektórych produktów w supermarketach spożywczych rozważał zatrudnienie kierowców wojskowych, wypuszczenie na drogi dłuższych ciężarówek, a nawet zatrudnienie osób przebywających w więzieniach. Brak kierowców, których zabrakło po Brexitcie i w trakcie pandemii, doprowadził do sytuacji bliskiej kryzysu, a przynajmniej poważnego problemu.

Próbując opisać problem niedoboru produktów informowano ostatnio, że możliwe będą >>braki kurczaków w KFC, "szejków" w Mac'u, półki będą puste przed świętami!<< Do świąt jest jednak kilkanaście tygodni, a w tym czasie wiele może się zmienić, choć znalezienie dziesiątek tysięcy kierowców to nie lada wyczyn dla firm zajmujących się ich rekrutacją. Zastanawiano się tez nad wprowadzeniem uproszczeń dla osób zdających na prawo jazdy.

Wyjazd z wysp brytyjskich tysięcy emigrantów z UE, którzy nie tylko "zabierali Brytyjczykom miejsca pracy", ale też tworzyli własne firmy i miejsca pracy, doprowadził do zaskakującej sytuacji. Zmalała liczba sklepów spożywczych z produktami ulubionymi nie tylko przez emigrantów, ale też Brytyjczyków. Dziś, gdy na półkach w brytyjskich marketach pojawiają się pustki, Brytyjczycy zaglądają do polskich sklepów.

W sieci pojawił się artykuł, w którym wspomina się sklep "Ziarenka" z Londynu: "U nas wszystko jest, najczęściej brakuje jakichś pojedynczych produktów (...)", Polka Polish Deli: "Niczego nie brakuje, wszystko dostajemy na czas", a także sklep Masik w Londynie, którego pracownicy mówią podobnie. Polskie sklepy publikując posty mediach społecznościowych piszą: "Zapraszamy, wszystko jest u nas".

"Sklepikarze często goszczą Brytyjczyków, którzy nie mieli jeszcze wiele wspólnego z Polską. Na przykład właścicielka Polka Polish Deli przyznaje, że ma coraz więcej rozzłoszczonych klientów z brytyjskich sieci, którzy wracają z pustymi koszykami z dużych supermarketów. W polskim sklepie bez problemu zaopatrzą się w owoce, warzywa, mleko, a nawet papier toaletowy." - informuje portal randrlife.co.uk.

W artykule pada pytanie: "Dlaczego w polskich sklepach jeszcze nie brakuje dostaw, mimo że brytyjskie sieci supermarketów mają problemy?" Odpowiedź jest prosta. Większość polskich sklepów importuje produkty bezpośrednio z Polski. "Współpracuje z hurtowniami z Goleniowa i Lublina. Dostawy mogą być ekspresowe. Mogę zamówić w niedzielę, a towar mam już w środę" – wyjaśnia właściciel polskich delikatesów. Produkty zamawiane są w polskich hurtowniach, które na wyspy są dostarczane przez polskich kierowców.

Na zdjęciu: Porównanie zatowarowania na pólkach brytyjskiego i polskiego sklepu (Fot.www.randrlife.co.uk)




Komentarze