Podwyżki kryzysowe: £78.000/rok dla kierowców i £30/h dla zbieraczy owoców i warzyw

Załamanie łańcucha dostaw, począwszy od braku rąk do pracy w sadach i na polach, a skończywszy na braku kierowców mogących dostarczyć gotowy produkt do supermarketów doprowadzić może do wzrostu cen, a następnie do braku towarów w sklepach. To kolejny trudny problem do rozwiązania po kryzysie energetycznym i nagłym skoku cen gazu oraz zachwianiu się dostaw paliwa płynnego na stacje benzynowe. Czy furlowani pracownicy wezmą się do roboty jeśli zaoferuje się im wyjątkowo dobre płace?

W ostatnich dniach jesteśmy świadkami problemów, których nadejścia mieszkańcy Wielkiej Brytanii obawiali się w ubiegłym roku. Mowa o brakach towaru, który na skutek nagłego gromadzenia zapasów nagle zniknąłby ze sklepów. Dziś jednak problem jest bardziej rozległy. Towar, po który w kolejce mogliby się ustawić klienci zamiast zniknąć z pólek może się na nich nie pojawić.

Po pierwsze, brakuje kierowców którzy mogliby go dowieźć na czas do supermarketów. Po drugie, już wkrótce może zabraknąć CO2, który potrzebny jest w przemyśle mięsnym do humanitarnego uboju zwierząt. To może odbić się brakami mięsa wieprzowego i drobiowego. Po trzecie, doszło do tego, że BP ogłosiło zamknięcie części stacji z uwagi na brak kierowców.

Od kilku tygodni głośno jest wokół zapowiedzi ograniczenia świadczeń socjalnych (Universal Credit), które na czas pandemii podwyższono o £20 tygodniowo (£80 w skali miesiąca). Osoby korzystające z tej formy wsparcia obawiają się o uszczuplenie i tak niskich budżetów domowych. DWP zapowiedziało, że w grudniu wypłaci wszystkim beneficjentom specjalny bonus świąteczny w postaci £10.

Jeszcze przed ogłoszeniem końca obostrzeń pandemicznych, nazywanych powszechnie "Dniem Wolności Covidowej" skarbnik Rishi Sunak zapowiedział, że otrzymane wsparcie trzeba będzie odpracować. Obawiano się wówczas drastycznego podwyższenia podatków. Ostatecznie jednak podniesiono składkę na ubezpieczenie zdrowotne (National Insurance).

Każdorazowo gdy media publikowały informacje o tym, że brakuje kierowców lub osób do pracy w sadach i na polach, mieszkańcy UK narzekali na niskie płace i tym tłumaczyli trzymanie się z dala od rekruterów. Otrzymywali pieniądze za "siedzenie w domu" i wedle poleceń premiera - trzymali się z dala od ognisk wirusa. Już wkrótce z tego wsparcia nie pozostanie im ani pens.

Czy jest sposób, by to wszystko zmienić i uchronić kraj przed problemami równymi do tych z okresu gdy podczas działań wojennych racjonowano żywność? Sekretarz ds. transportu Grant Shapps wspomniał dziś o takiej możliwości, mówiąc, że poruszy "niebo i ziemię", by rozwiązać "systemowy problem" niedoborów kierowców samochodów ciężarowych.

Stwierdził również, że firmy transportowe oferowały ogromne pensje, by zachęcić kierowców, którzy opuścili branżę do powrotu – jedna "najlepsza firma mleczarska" podobno oferuje aż "£78.000 rocznie". Tymczasem pewna firma warzywna w Lincolnshire reklamuje rolę zbieracza brokułów za £30 za godzinę, co odpowiada około £62.000 rocznie.
 




Komentarze