Są parą "na dobre i na złe", ale sąd zakazał im zbliżeń!

Na początku roku brytyjski sąd orzekł na korzyść pary polskich bezdomnych, by wypłacić im 90 tys. odszkodowania. Uznano wówczas, że rozłąka przez którą przeszli za sprawą policji i służb imigracyjnych była dla nich krzywdząca. Tym razem separacja nakazana przez sąd ma być dla innej pary bezdomnych Polaków rozwiązaniem na uleczenie burzliwego związku.

Iwona Deptka (l.33) i śp.Henryk Sadłowski (l.38) zatrzymani zostali na terenie hrabstwa Lancashire. Jako osoby bezdomne stali się w marcu 2017 r. obiektem zainteresowania policji i służb imigracyjnych podczas akcji "Adoze and Gopik". Zostali rozdzieleni i właśnie za tą rozłąkę sąd nakazał wypłacić im sowite odszkodowanie 90.000 funtów. Sadłowski nie doczekał się rekompensaty za krzywdy. Zmarł.

Dziś brytyjskie media zainteresowały się sprawą kolejnej bezdomnej polskiej pary. Tym razem mowa o Janie Woźniaku (l.54) i Jadwidze Witaszek. Para zajmująca ten sam namiot doskonale wpisałaby się w przysłowie "kto się czubi ten się lubi". Niestety według prawa potyczki inicjowane po alkoholu, kończące się zadrapaniami i siniakami na twarzy kobiety, zaprowadziły parę przed walijski sąd.

W zeszły piątek, po kłótni polskiej pary interweniowali funkcjonariusze North Wales Police. Woźniak i Witaszek pokłócili się o pieniądze. Doszło do rękoczynów. Kobieta została mocno poturbowana. Z zeznań złożonych policji wynika, że otrzymała około 20 uderzeń, które były na tyle dotkliwe, iż niezbędna okazała się wizyta w lokalnym szpitalu. 54-latka aresztowano i postawiono przed sądem.

Woźniak stając przed sądem zaprzeczał, by pobił partnerkę. Nagrania z kamer CCTV pokazały, że para spotykała się w pobliżu stacji autobusowej we Wrexham, choć wcześniej policja zakazała mężczyźnie zbliżania się do Witaszek. Z informacji przedstawionych w sądzie wynika, że para wspólnie mieszkała w namiocie ustawionym w pobliżu supermarketu Morrison.

Według polecenia sądu, Woźniak ma powstrzymać się od zbliżania do partnerki. Specjalnie zwołane posiedzenie sądu, które w sprawie polskiej pary zorganizowano w zeszłą sobotę, zakończyło się ukaraniem Woźniaka kwotą 50 funtów, które ma wpłacić jako grzywnę do kasy sądu. 54-latek, który pierwszy raz był obecny w sądzie zarzekał się, że nie złamie zakazu. Podczas rozprawy towarzyszył mu tłumacz.




Komentarze