Its my LIFE - Dożywocie! Fragmenty książki Polki skazanej za morderstwo!

30-letnia Polka, pochodząca z województwa podlaskiego, do Arklow w Irlandii przyjechała za pracą. Na zdjęciu obok, z dziewczęcą grzyweczką, przy namalowanym przez siebie obrazie - nie wygląda na morderczynię. Tak właśnie widzi ją rodzina i przyjaciele. Ława przysięgłych w irlandzkim sądzie uznała ją winną morderstwa kolegi z pracy. Pochodzący z Węgier Csaba Orsos utonął po tym jak prowadzony przez Polkę pojazd wpadł do rzeki. Irlandzkie media okrzyknęły emigrantkę „zimną morderczynią”. Będąc już w więzieniu Marta Herda postanowiła napisać książkę. Poniżej przedstawiamy fragmenty osobistej spowiedzi, której nie nadano jeszcze tytułu.

- Fragment 1 -
O czym myślę? O wypadku, o nim i jego rodzinie. Najczęściej myślę „Dlaczego?” Najczęściej myślę o rodzinie swojej. O życiu przeszłym i przyszłym. O miłości, która mnie otacza, rodzinna i przyjacielska.
Jak długo? Kiedy? Dlaczego? Dlaczego?
O sprawiedliwości i mocy ludzi, którzy ją mają.
Jak nauczyć się z tym wszystkim żyć, pogodzić i uwierzyć?
Niestety nie ukrywając mam w sobie złość i nawet złości mnie to, że mam ją w sobie.
Nie chcę mieć jej w sobie lecz idzie w parze ze smutkiem, zawiedzenie, strachem.
Zawsze myślę o tym co mam. Wielką miłość i walkę mojej rodziny i wiem, że muszę być dla nich silna i nie dać się zwariować. Są dla mnie wszystkim i zawsze byli i będą.
Tak sobie myślę o niektórych tu kobietach, że są takie jakie są, bo ich nikt nie kocha lub nie mają rodziny?
Nie wiem, nie rozumiem wielu rzeczy tu, szczególnie kobiety z dziećmi, bardzo przykra sprawa. Dużo myślę o mojej wielkiej miłości. O malutkim piesku, który zmarł. Miała na imię Figa (Chihuahua). Na pewno by do tego nie doszło gdybym tylko przy niej była. Boli mnie serce, ale tłumaczę sobie, że jest teraz moim aniołkiem.

- Fragment 2 -
Dużo myślę o tym co będzie, jak to długo będzie trwało. Moja rodzina tak wiele poświęca, dzieci rosną, tyle się dzieje i mnie omija już nie wróci. Wiem, że jestem potrzebna mamie i innym a nie mogę im w niczym pomóc. Często myślę o tym czy moje życie kiedyś jeszcze wróci do siebie chociażby w podobnym stopniu jak było. Czy będę się uśmiechać i będę odważna czy tylko zostanie ten strach przed wszystkim? Boję się, że życie jest takie kruche i niebezpieczne, a człowiek zbudowany jest tylko z cieniutkiej skórki i wszystko może się przydarzyć. Każdy krok życia teraz mnie przeraża. Ale wiem, że nie jestem sama i mam rodzinę, która mnie kocha pomaga mi przez te życie teraz przejść lecz nikt z nas wiele nie rozumie - szczególnie tego prawa irlandzkiego.

- Fragment 3 -
Często myślę o innych tu sprawach, które wydarzyły się w Irlandii. Mianowicie ludzie zarzynają się nożami, chowają w ukryciu gdzieś ciała, zabijają niewinne dzieci i uciekają z miejsca wypadku... Wszystkie takie straszne sprawy kończą się „nieumyślnym spowodowaniem śmierci”. Nie umiem tego zrozumieć. Od początku bardzo się bałam, że mogą dostać „nie umyślne spowodowanie śmierci”, a nie wypadek lub jazda prowadząca do śmierci lecz wiedziałam, że człowiek zginął i trzeba za to odpowiedzieć więc próbowała się do tego przygotować, że tak może się stać, że nigdy nie przeszło mi przez myśl, że „morderstwo” To słowo mnie przeraża i nie jego go przyswoić i słyszeć. Nie umiem się z tym pogodzić, nie mogę tego zrozumieć. To realność wydaje się dla mojej głowy fikcją. Chciałabym się z tym pogodzić, być silną i przez to przejść lecz męczy mnie to i nie umiem. Nie za morderstwo.

- Fragment 4 -
Gdy próbuję zasnąć mam milion myśli i wizji na sekundę. Jak karuzela. „A co by jak by...?” Dlaczego tak a nie inaczej? Czy mogłam temu jakoś zapobiec? Analizuję głupio choć wiem, że to nic nie zmieni. Próbuję uciekać myślami do mojej rodziny. Wyobrażam sobie ich śmiech i nasze wspólne życie razem. Pocieszam się tym, że Bóg mnie nie zabrał i wciąż mogę ich usłyszeć przez telefon, widzieć i dotknąć na wizytach. Wszystko to czego jego rodzina już nie ma i z tym mi źle.

- Fragment 5 -
Czy czuję się odpowiedzialna za jego śmierć?
Jest mi wciąż trudno w to uwierzyć lub się z tym pogodzić. Często myślę o jego rodzinie o tym w jakich torturach muszą być, szczególnie w święta lub jego urodziny czy dzień wypadku. Boję się wyobrażać ból jego matki i reszty. Aczkolwiek jestem pewna, że do tego wypadku by w ogóle nie doszło gdyby nie atakował mnie w aucie lecz ja popełniłam wiele błędów także. Zatrzymałam się autem, czy może powinna jechać inną drogą? Teraz już nie ważne. Ja byłam kierowcą i bardzo się poczuwam do jego śmierci, że nie mogłam go uratować i znaleźć. Że mogłam zrobić coś inaczej. To zostanie ze mną do końca życia. Nie ma ani jednego dnia, w którym bym o tym nie myślała. Bardzo mocno bym chciała żeby tu był i nie zostawił mnie samą z tym wszystkim. Poczuwam się, ale nie za morderstwo.

- Fragment 6 -
Jaka jest moja obecna sytuacja w wiezieniu?
Jestem tu już półtora roku lecz czuję się jakby minęło o wiele więcej. Czas leci bardzo powoli, szczególnie nocami. Aby czas mijał mi szybciej staram się zajmować czym tylko się da i tym co oferuje więzienie. Mam celę pojedynczą czyli jestem sama w celi wiec czuję się bezpieczniej. Nie chciałabym dzielić celi z różnych powodów takich kal złodziejstwo lub sprowadzanie innych dziewczyn do pokoju. Mam swój klucz do pokoju i gdy wychodzę na obiad zamykam go. Więźniarki dzielą się na trzy rodzaje: basic, standard, on hanse. Ja jestem „on hanse” to znaczy, że przysługuje mi 2 telefony dziennie do rodziny lub przyjaciół po 6 minut. Mogę mieć 2 wizyty w ciągu tygodnia po 30 minut. Pracuję w bibliotece i mam za to płacone + 3 euro za tydzień (basic E6, standard E12, on hanse E15,60). Czyli razem otrzymuję 18,60 na tydzień.

- Fragment 7 -
Za zwyczaj siedzę w swojej celi licząc dni do następnej wizyty lub telefonu. Nie zadaję się z kobietami z więzienia gdyż one żyją w zupełnie innym świecie i są to przeróżne charaktery, które wolę omijać. Staram się mocno omijać jakiekolwiek komplikacje lub prowokacje dlatego wolę zostawać u siebie w pokoju.
Jest tu jedna Polka, do której mogę przyjść na kawę i czasem porozmawiać. Siedzimy razem na jadalni. Bardzo mi to pomaga, że jest czasem do kogo otworzyć usta. Lecz jeśli chodzi o osoby pracujące tutaj niestety da się odczuć niezbyt miłą atmosferę. Podejrzewam, że to przez moje pochodzenie. O takich sytuacjach, które mnie tu spotkały można by pisać i pisać lecz pewne rzeczy boję się przelać nawet na kartkę. Dlatego sobie zawsze powtarzam: „Ja nic od was nie potrzebuję|. Oczywiście nie da się tak wszystkiego omijać. Zawsze przychodzi ten czas konfrontacji i potrzeby poproszenia zabukowania rodziny. lub innych potrzebnych rzeczy do przeżycia codziennego np.: papier toaletowy itd.

- Fragment 8 -
Czym się zajmuje?
O godzinie 8.30 jesteśmy otwierane. Budzę się i szykuję do szkoły. Pierwsza lekcja zaczyna się o 9.30 do 11.00 (15 minut przerwy). - druga lekcja 11.15 do 12.00. 12.30 mamy lunch do 13.00. O godz. 14.15 jest trzecia lekcja do godz. 16.00. O 16.30 mamy obiad to jest ostatni posiłek lecz zawsze rano od 8.30 do 9.00 możemy poprosić o płatki i mleko. O godz. 17.30 do 19.00 pracuję w bibliotece. I na tym kończy się mój dzień. Każdy kolejny wygląda zupełnie tak samo. Stworzyłam sobie codzienną rutynę, która mi pomaga.

Fragmenty pochodzą ze strony:
https://pomocdlamarty.pl/




Komentarze