Kobieta pogryziona przez psa zawiedziona postawą policji

Pogodna i wesoła na co dzień 48-letnia właścicielka sympatycznego Jacka Russela przekonała się na własnym przykładzie w jaki sposób brytyjska policja podchodzi do realizacji spraw w obliczu kłopotów kadrowych przy ograniczonym budżecie. Kiedy Trudi Doherty stanęła w obronie swojego czworonoga i została przy tym dotkliwie pogryziona przez innego psa, policja zbyła ją stwierdzeniem, że zeznania w sprawie zostaną przyjęte... za 10 dni!

Zdarzenie, do którego doszło w czwartek 2 maja w parku miejskim w Corby, na długo pozostanie w pamięci dotkliwie zranionej Trudi Doherty. Nie tylko dlatego, że została pogryziona stając w obronie własnego psa, ale przede wszystkim, że szukając pomocy u stróżów prawa została potraktowana w sposób dalece odbiegający od oczekiwań osoby poszkodowanej. Oto szczegóły tej niecodziennej historii.

Spacer z psem po West Glebe Park w Corby zamiast relaksu w porze lunchu przysporzył 48-letniej kobiecie sporo stresu oraz szeregu dotkliwych obrażeń. Trudi Doherty ratując z opresji psa rasy Jack Russel o imieniu Laya została kilkukrotnie ugryziona. Nie był to pierwszy raz gdy ten sam pies zaatakował jej czworonoga. To zdarzenie było jednak inne niż, te do których doszło wcześniej.

Wyraźnie pobudzony i rozwścieczony pies rzucił się na Layę i gryzł ją gdzie tylko dosięgły kły. Trudi Doherty zdołała rozdzielić oba zwierzaki, ale została zraniona przez atakującego psa. Po zajściu zamieściła w Internecie zdjęcie zakrwawionej twarzy i ubrania. Pod fotografią udostępnioną kilkadziesiąt razy na portalu Facebook zamieszczono ponad 200 komentarzy.

Kobieta nie poprzestała na podzieleniu się ze znajomymi tym co ją spotkało. Postanowiła o sprawie powiadomić policję. Kontaktując się z numerem alarmowym opowiedziała o tym co ją spotkało. Choć przyjęto zgłoszenie i nadano mu numer referencyjny, to kobieta została poinformowana, że dalsze czynności w sprawie podjęte zostaną po tym jak złoży ona oficjalne zgłoszenie w obecności policjanta.

Miałoby to nastąpić za 10 dni, gdyż nie będzie to możliwe wcześniej. Jeśli chciałaby sprawie nadać szybszy bieg powinna stawić się osobiście na komisariacie w Kettering. Poirytowana obrotem spraw Trudi Doherty postanowiła kolejny raz wykorzystać media społecznościowe i napisała post, który zamieściła na portalu Facebook wysyłając go publicznie na stronę policji. W efekcie nagłośnienia sprawy o wyjaśnienie zaistniałych okoliczności i podstaw zwłoki policję poprosił radny miejski Mark Pengelly.

Kobieta nie tylko zabiegała o rozgłos, ale również o to, by podziękować osobom zaangażowanym w pomoc jej i jej psu. Doceniła profesjonalną pomoc weterynarzy z Vets4Pets w Corby, która pomogła jej rannemu psu, a także podziękowała przychodni Corby Urgent Care Centre, której pracownicy opatrzyli jej rany po pogryzieniu przez agresywnego psa.

Sprawą zainteresowali się też dziennikarze z lokalnych mediów. To wszystko sprawiło, że policja pytana powody 10 dniowej zwłoki znalazła siły i środki, by przyjąć oficjalne zeznania od poszkodowanej.

Trudi Doherty ze szczegółami opowiedziała o tym co ją spotkało gdy spacerowała z psem po miejskim parku. Policjanci wypełniając swoje obowiązki spisali jej zeznania i podjęli wszystkie czynności, które wcześniej były odraczane o 10 dni. Z zeznań poszkodowanej wynika, że atakujący pies był wyprowadzony przez kobietę, która nie była w stanie nad nim zapanować Pokrzykiwała do Trudi Doherty, by zachowała spokój. Właścicielka zaatakowanego czworonoga zdołała podnieść Jacka Russela z iemi, ale agresywny pies podskakiwał i gryzł. Przypadkowi przechodnie byli przerażeni zajściem w parku. Jeden z mężczyzn nie zrobił nic, by wyrwać poszkodowaną z opresji. Na szczęście ktoś inny zareagował. W pobliżu pojawił się znajoma Trudi Doherty, mieszkająca przy Quarry Close. Zdołała odczytać dane atakującego psa z jego obroży. Jego właścicielka nie chciała rozmawiać. Nie interesowało ją w ogóle w jakim stanie jest pogryziona kobieta i jej pies. Całe zdarzenie, w którym udział brały dwa psy tej samej rasy - Jack Russell, trwało około 5 minut. Jak ocenia pokrzywdzona - zajadłość napastnika wynika z jego temperamentu i skłonności, które powinny być powstrzymywane przez właściciela. Zwierzak został pochwycony tylko na chwilę, ale udało mu się wyswobodzić z obroży. To nie wystarczające, by uniknąć bolesnego ataku na innego psa i jego właścicielkę.

Trudi Doherty, będą samozatrudnioną buisneswoman, właścicielką firmy Glittering Prize produkującej szklaną biżuterię, otrzymała szereg pozytywnych komentarzy za swoje podejście do sprawy i podjęcie wyzwania jakim było zachęcenie policji do wypełnienia obowiązków w kierunku ochrony obywateli.

Rzecznik prasowy Northamptonshire Police stwierdził, że zdarzenie było pełne stresu dla pokrzywdzonej właścicielki i jej zaatakowanego psa. Zapewniał jednocześnie, że policjanci przyjmą zeznania - w trybie szybszym i prostszym - jeszcze w tym samym dniu, w którym o sprawę pytali dziennikarze.

Na zdjęciu: Trudi Doherty
Fot.: Facebook.


 




Komentarze