Farage wśród 113 eurosceptyków już w lipcu w Europarlamencie

Kiedy rozważano wydłużenie okresu negocjacji poprzedzających rozpoczęcie okresu przejściowego przed Brexitem - Nigel Farage wzywał Parlament Europejski, by tego nie robił. Świętując wygraną w eurowyborach, zdobywając 23 mandaty poselskie dla członków założonej przez siebie partii Brexit, stwierdził, że "właśnie wrócił". Z powodzeniem można go nazwać koniem trojańskim Unii Europejskiej.

Guy Verhofstad, szef zgrupowania europejskich liberałów, nazywany krzykliwym i rozczochranym Belgiem,  nazwał Farage'a "największą stratą środków unijnych". Wystąpienia brytyjskiego polityka w parlamencie eruopejskim, gdzie zasiadał od 1999 r. - 10 lat dłużej niż Verhofstad, budziły spore kontrowersje. Zwłaszcza, że niejednokrotnie wypowiadał się negatywnie o poczynaniach unijnych polityków.

Partia Farage'a zdobyła w tegorocznych wyborach aż 29 mandatów. Najwięcej ze wszystkich brytyjskich ugrupowań, które do europarlamentu wyślą swoich przedstawicieli. Partia Pracy zdobyła 10 mandatów, a Konserwatyści zaledwie 3. Ugrupowanie Guy'a Verhofstadt'a - Open Vld, zdobyło zaledwie 3 mandaty. Wyraźnie widać kto mieć będzie w Brukseli więcej reprezentantów.

W 13. kadencji Europarlamentu, która rozpocznie się od lipcowego posiedzenia, zasiądzie aż 113 eurosceptyków ze wszystkich unijnych krajów. Ich głos będzie więc wyraźnie słyszalny podczas obrad. Z prośbą o zawarcie sojuszu do Farage'a zwrócił się włoski polityk Matteo Salvini. O takim samym planie na przyszłość wypowiadała się Marine Le Pen przewodnicząca francuskiej partii Front Narodowy. Farage odrzucił jednak propozycje utworzenia supergrupy posłów.





Komentarze