Polacy nie wnioskują o status osiedleńca obawiając się błędów, odmowy i deportacji!

W poprzednim wydaniu The Polish Telegraph ze szczegółami opisaliśmy jak względem postęp składania wniosków o wydanie statusu osiedleńca - settled status. Otóż pod względem liczbowym nasi rodacy wyróżniają się wyjątkową opieszałością. Okazuje się bowiem, że Polacy złożyli mniej wniosków o praw o kontynuacji pobytu aniżeli emigranci z Bułgarii, Austrii i Chorwacji. Czym wytłumaczyć to zjawisko?

Zanim z wysp brytyjskich wyjechały tysiące Polaków, których na całego przeraził Brexit, padało wiele pytań o to czy władze brytyjskie pozwolą na kontynuowanie pobytu emigrantom z Europy i na jakich zasadach będzie się to odbywać?

Początkowo sugerowano, że będzie się to odbywać podobnie jak w przypadku obowiązku nałożonego na właścicieli nieruchomości. Otóż każdy landlord ma sprawdzać status imigracyjny lokatora. Chodzi o emigrant z Europy lub spoza niej. Jeśli pobyt w UK to landlord ma sprawdzić na jakich zasadach będzie się on odbywać? Z wizą studencką czy pracowniczą? Obowiązek ten jednak podważono z uwagi na kontrowersje jakie wzbudziły narzucone odgórnie procedury. Właściciele, którzy zaniechaliby kontroli dokumentów paszportowych lub wizowych mieliby być karani. Pomysł ten przedstawiono w Wielkiej Brytanii w 2016 r. W marcu 2019 r. brytyjski High Court orzekł, że przepis „Rights to rent” łamie podstawowe zasady praw człowieka. Otwarło to drzwi do zniesienia przepisu, ale ostatecznej decyzji nie podjęto.

W przypadku emigrantów z Europy, których wedle rządowych szacunków na wyspach brytyjskich przebywa od 3,2 do 3,7 mln, mieliby zarejestrować się w systemie Settled Status. Należy podać podstawowe dane personalne, najlepiej odczytane za pomocą aplikacji z mikroczipa w paszporcie, wysłać aktualną fotografię twarzy oraz podać datę od której przebywa się w UK. Teoretycznie proste, ale spośród 905 tys. Polskich emigrantów mieszkających na stałe w UK (dane liczbowe pochodzą ze źródeł oficjalnych i są wymieniane w raportach rządowych strony brytyjskiej i polskiej) o Status Osiedleńca wystąpiło zaledwie 3%. Oznacza to, że w systemie zaprojektowanym przez Home Office znalazły się zaledwie dane 27.150 Polaków. Co z przeważającą resztą?

Odpowiedź na to pytanie nie należy do łatwych. Z pewnością złożona jest z kilku czynników i nie są one wcale tak oczywiste. Otóż przyjąć należy, że spora część zwleka do ostatniej chwili, by przekonać się, że rejestracja albo nie będzie w ogóle potrzebna, albo też ktoś wystąpi z lepszym pomysłem. W tym przypadku wielu polskich emigrantów pamięta jak po kilku latach obowiązywania zniesiono obowiązkowy system rejestracji pracowników i liczy, że Settled Status również zostanie zniesiony. Zwłaszcza, że w początkowej fazie oczekiwano uiszczenia opłaty, a potem już nie. Ilu jest takich oczekujących na zmiany? Nie wiadomo. Pod koniec maja Michael Gove, obecnie jeden z kandydatów na premiera, oświadczył, że jeśli uda mu się przejąć stanowisko po Theresie May, to każdy z emigrantów który przebywał w UK przed referendum w sprawie Brexitu otrzyma za darmo brytyjski paszport. To oznaczałoby z pewnością wzrost wniosków o jego wydanie, ale również wykluczenie konieczności posiadania statusu osiedleńca.

Kolejną przyczyną opieszałości w składaniu wniosku o wydanie statusu osiedleńca mogłaby być niska znajomość jezyka angielskiego wśród polskich emigrantów. Aplikacja jest jednak prosta i nie wymaga do pełnej obsługi zbyt zaawansowanego słownictwa. Można jednak przyjąć, że bariera językowa jest problemem w podjęciu decyzji o rozpoczęciu wypełniania aplikacji. Problem ten starano się rozwiązać organizując spotkania z Polonią, podczas których tłumaczono zasady funkcjonowania programu, a nawet pomagano przejść przez proces rejestracji.

Ostatnim, być może nawet najrzadziej występującym, lub do tej pory rzadko omawianym zagadnieniem związanym z odłożeniem rejestracji są obawy o konsekwencje odmowy. Jak ujawniła posłanka Jessica Morden z okręgu Newport East, dotarły do niej informacje, że emigranci – wskazała na Polaków – o których jej opowiedziano obawiają się wypełnić wnioski z obawy na ewentualną odmowę przyznania statusu osiedleńca i wiążące się z tym konsekwencje. Mowa o strachu przed deportacją do kraju pochodzenia.
Dla wielu osób nadchodzący Brexit był powodem budzącym przerażenie na tyle silne, że pakowano się w pośpiechu, sprzedawano domy, spieniężając je niskich cenach, tracąc lata oszczędności. Na horyzoncie rysował się jednak krajobraz Polski, w której czekają najbliżsi, wytęskniona przez lata rodzina. Oni wyjechali, a w ślad za nimi osoby, które odczuły skutki niechęci do emigrantów na własnej skórze. Akty przemocy, rasizm fizyczny i słowny, podyktowany nienawiścią do osób pochodzących z innych krajów przesądził o wielu powrotach. Kolejne obawy dotyczą niespełnienia oczekiwań strony brytyjskich, urzędu imigracyjnego Home Office, który budzi strach w oczach przyjezdnych zza granicy.




Komentarze