36-letnia Rumunka wykrwawiła się na śmierć po cesarskim cięciu

Poród i narodziny dziecka, miały być dla pochodzącej z Rumunii Gabrieli Pintilie, najszczęśliwszymi w życiu chwilami. Niestety kobieta nie przeżyła pobytu na oddziale położniczym w Basildon Hospital. Wydarzenia, do których doszło na terenie placówki medycznej z Essex, miały swój tragiczny początek z chwilą gdy kobiecie zrobiono cesarskie cięcie, a później nie nadążono z podawaniem krwi podczas krwotoku.

Datę porodu drugiego dziecka mieszkająca w miejscowości Grays Rumunka miała wyznaczoną na 28 lutego. Na trzy dni przed terminem kobiecie odeszły wody i stawiła się ona w szpitalu w Basildon. Podczas badania stwierdzono brak możliwości do przyjęcia dziecka drogą naturalną. Podjęto decyzję o cesarskim cięciu.

Gabriela Pintilie urodziła córeczkę o godz. 21.25 w dniu 26 lutego ub.r. Po narodzinach dziecka kobieta krwawiła przez kilka godzin. Zabrano ją na blok operacyjny, gdzie próbowano ratować jej życie. 36-latka straciła 600 ml krwi przed godziną 22.00, co według lekarzy jest typowe po cesarskim cięciu.

W ciągu kolejnej pół godziny kobieta straciła kolejne dwa litry krwi. Podano jej dwie jednostki krwi negatywnej grupy oraz 6 jednostek krwi zgodnej z jej grupą. Podjęte czynności nie dały pozytywnego rezultatu. Kobieta zmarła 27 lutego o godz. 4.41 nad ranem. Kobiecie nie podano substancji zwiększających krzepliwość krwi.

Okoliczności śmierci 36-lketniej Rumunki badało biuro lokalnego koronera. Oddział położniczy na terenie Basildon University Hospital objęty był w lipcu ub.r. kontrolą Care Quality Commission, która nakazała dokonanie poprawy w przypadku kilku ujawnionych uchybień. Pomimo szeregu spraw nazywanych w mediach "skandalami" placówka ma dobrą ocenę w raporcie odnoszącym się do standardów szpitali.

Po śmierci kobiety córeczką opiekuje się jej ojciec Lonel Pintilie.



Na zdjęciu: Gabriela Pintilie, która zmarła po narodzinach córeczki Stefanii.




Komentarze