Zabójca zwodził policję, ale nie uniknął kary dożywotniego więzienia

Obrażenia ujawnione na ciele zmarłego Polaka wskazywały, że napastnik wielokrotnie po nim skakał. Dawid Olczyk po kłótni alkoholowej skopał Krzysztofa Zwolińskiego. Kiedy na miejsce zdarzenia przyjechała policja stwierdził, że jego kolega obrażenia miał już wcześniej. Fakt wezwania pogotowia nie uchronił go przed jednym z najwyższych wymiarów kary - dożywociem.


Dawid Olczyk (l.28) skłamał policji, że znalazł ciężko rannego kolegę. Według ustaleń prokuratora Krzysztof Zwoliński (l.47) zmarł na skutek silnych urazów zadanych mu przez Dawida Olczyka. Z takim stwierdzeniem w akcie oskarżenia przeprowadzono sprawę karną przed Birmingham Crown Court. Po przedstawieniu sprawy ława przysięgłych nie miała wątpliwości. Olczyk uznany został winnym morderstwa.

Brutalność z jaką działał sprawca doprowadziła do pęknięcia śledziony, szeregu złamań kości żeber i bardzo poważnego urazu głowy. To był szaleńczy atak, do którego doszło po ostrej libacji alkoholowej. Wspólnie z ofiarą i napastnikiem w centrum miasta upili się jeszcze dwaj inni mężczyźni Andrzej Padewski (l.43) i and Marcin Goetzke (l.39), ale zwolniono ich z odpowiedzialności karnej za dokonaną napaść.

Ostatecznie przed sąd doprowadzono Dawida Olczyka. 28-latek usłyszał dziś, że spędzi w wiezieniu resztę życia. Jeśli będzie się dobrze zachowywał to po odsiedzeniu minimum 17 lat będzie mógł wnioskować o wcześniejsze zwolnienie. Jak stwierdzono podczas rozprawy - Polacy uczestniczący w zdarzeniu pokłócili się z uwagi na różne poglądy dotyczące zasad hierarchii w polskim systemie więziennictwa.

Na zdjęciu: Dawid Olczyk, Krzysztof Zwoliński.




Komentarze