Nadchodzi koniec pandemii, rusza sprzedaż pamiątek - list premiera - cena wywoławcza £1.000!

Nie ma na nim oryginalnego podpisu, bo ten złożony został tylko raz, przy tworzeniu wzoru powielonego w drukarni setki tysiące razy. Nie został zaklejony śliną premiera Wielkiej Brytanii, bo zrobiły to za niego odpowiednio zaprogramowane maszyny. W czym zatem leży fenomen listu premiera, który trafił na portal aukcyjny eBay z ceną wywoławczą £1.000?

Najbardziej unikatowe dokumenty, podpisane rękoma władców, są bezcenne. Publikacje takie jak konstytucje krajów spisywane są w pojedynczych egzemplarzach i chronione niczym narodowe dobra. By określić ile wart może być najdroższy kawałek papieru, powstałego na polecenie Brytyjczyków warto przytoczyć cenę unikatowego 1-centowego znaczka z Gujany Brytyjskiej z 1856 r., który w dniu 17 czerwca 2014 r. sprzedany został w domu aukcyjnym Sotheby w Nowym Jorku za 9.480.000 dolarów amerykańskich.

Choć w Gujanie używano brytyjskich znaczków, to na skutek opóźnienia dostawy tamtejsze władze brytyjskie poprosiły lokalnego producenta o wydrukowanie zastępczych znaczków jedno i czterocentowych. Zlecenie wykonano. By uniknąć przypadków zafałszowania serii każdy znaczek został podpisany przez urzędnika poczty. W ten sposób na najdroższym znaczku świata, wydrukowanym na słabym jakościowo papierze, który był kasowany, a nawet docięty oktagonalnie, znalazły się inicjały E.D.W. (E.D. Wight).

Dziś po 164 latach, kiedy Wielka Brytania nie jest już światowym imperium, w Brytyjczykach odezwała się potrzeba spieniężenia tego co im przysłał obecny premier kraju Boris Johnson. Na portalu aukcyjnym Ebay pojawiły się nieotwarte listy, których wysłanie w związku z ogłoszoną panedmią koronawirusa, zapowiedział szef rządu. O założeniach towarzyszących wysłaniu listy pisaliśmy w art. pt.: ""Będzie gorzej, zanim zacznie się poprawiać" - premier napisał list do obywateli".

Biorąc pod uwagę wartość produkcji jednego lisu oraz jego wykonanie - nie przedstawia on praktycznie żadnej wartości. Ogłoszenie kampanii informacyjnej, której list miał być częścią, wzbudziło wprawdzie spore kontrowersje, ponieważ miała ona sporo kosztować i krytykowano Johnsona za chęć trwonienia pieniędzy. Listy miały dotrzeć do każdego brytyjskiego gospodarstwa domowego. Jak dziś wiadomo tak się jednak nie stało. Posiadacze tej, w pewnym sensie unikalnej korespondencji, mogą poczuć się wyróżnieni.

Czy jest to zatem pole dla kolekcjonerów? W kopercie znajdują się dwie kartki papieru zadrukowane po jednej stronie z treścią, którą przedstawiliśmy pod koniec marca. Omówiony już podpis premiera jest autentyczny lecz jest tylko jego wydrukowaną kopią. Dodatkowo w kopercie wysłanej do Brytyjczyków umieszczono ulotkę informacyjną na temat koronawirusa. Kiedy premier zachorował część odbiorców zadeklarował, że listu nie otworzy, a wręcz wyrzuci go do kosza w obawie o możliwość zarażenia koronawirusem.

Dla zwolenników jak i przeciwników działań Johnsona, których jest ostatnio coraz więcej, taki list może być kolejną namacalnym dowodem, że po ogłoszeniu pandemii koronawirusa rząd wyhamował krajową gospodarkę, rzucając ja niemalże na kolana. Gdyby list miał znaczenie obligacji rządowych, które można by spieniężyć, to jego wartość z pewnością mogłaby być o wiele większa niż £1.000, bo tyle a nawet więcej otrzymują dziś pozbawieni możliwości kontynuowania pracy mieszkańcy wysp brytyjskich podczas przymusowego urlopu lub w trakcie zastopowania działalności firm za siedzenie w domu.

Póki co więc, listy Johnsona wystawione do sprzedaży na Ebay'u można potraktować jako żart, tylko komu jest w tym przypadku do śmiechu?

list na portalu ebay 02

 




Komentarze